Prezydent USA Donald Trump ponownie zaostrzył retorykę wobec Grenlandii, wyznaczając około dwumiesięczny termin na decyzję w sprawie amerykańskiego dostępu do duńskiego terytorium. Oświadczenie padło kilka dni po kontrowersyjnej operacji w Wenezueli, w której schwytano prezydenta Nicolása Maduro, co wywołało obawy o możliwość kolejnej prowokacji.
Duńska premier Mette Frederiksen stanowczo odrzuciła propozycję Trumpa, podkreślając, że Stany Zjednoczone nie mają prawa do aneksji Grenlandii i że jakiekolwiek agresywne działania mogłyby zagrozić stabilności NATO. Poparcie dla Danii i Grenlandii wyraziły pozostałe kraje nordyckie – Szwecja, Norwegia, Finlandia i Islandia. Do sojuszu dołączyła również Wielka Brytania, która podkreśliła, że decyzje o przyszłości terytorium należą wyłącznie do Danii i Grenlandii.
Trump zapowiedział, że USA zajmą się sprawą Grenlandii w ciągu dwóch miesięcy, kwestionując przy tym rolę Danii w bezpieczeństwie regionu i wskazując na znaczenie terytorium dla interesów Stanów Zjednoczonych w Europie. Prowokacyjne wpisy w mediach społecznościowych, pokazujące Grenlandię w barwach amerykańskiej flagi, tylko zaogniły napięcie.
Władze Grenlandii wyraźnie sprzeciwiają się presji ze strony USA, zaznaczając, że nie zaakceptują żadnej próby przejęcia terytorium. Sprawa zwiększa napięcie między Stanami Zjednoczonymi a sojusznikami w Europie i wywołuje obawy o stabilność NATO, zwłaszcza w kontekście rosnącej roli USA w regionie Arktyki.
