Przez rok wszystko wyglądało jak zwykła obsługa firmowej floty: karty paliwowe, faktury ze stacji, wpisy w systemie transportowym. Dopiero audyt w spółce z Kępna w Wielkopolsce pokazał, że część tankowań istniała tylko na papierze, a olej napędowy zamiast do firmowych ciężarówek trafiał do plastikowych zbiorników i dalej na czarny rynek. Jak informuje Prokuratura Okręgowa w Ostrowie Wielkopolskim, proceder objął 3956 tankowań i naraził firmę na stratę przekraczającą 628 tys. zł.
Karty przypisane do prawdziwych aut, paliwo lane do mauzerów
Według ustaleń śledczych, które opisuje wnp.pl, mechanizm zbudował 41-letni były dyrektor ds. transportu w pokrzywdzonej spółce. Wykorzystując swoją pozycję, wyrabiał dodatkowe karty flotowe przypisane do autentycznych pojazdów firmy. Kiedy ciężarówki jeździły w trasach na drugim końcu kraju, jego 30-letni wspólnik tankował na te karty olej napędowy do zbiorników wielkogabarytowych, tak zwanych mauzerów.
Żeby proceder nie wyszedł na jaw, dyrektor fałszował dane w wewnętrznym systemie spółki, zmieniając oznaczenia pojazdów. Jak przekazał cytowany przez portal wlkp24.info prokurator Maciej Meler, rzecznik ostrowskiej prokuratury, skradzione paliwo było następnie sprzedawane osobom trzecim, których tożsamości na razie nie ustalono. Proceder trwał od sierpnia 2025 r. do sierpnia 2026 r.
| Skala procederu | Dane śledczych |
|---|---|
| liczba nieuprawnionych tankowań | 3956 |
| wyprowadzony olej napędowy | co najmniej 102 905 litrów |
| strata pokrzywdzonej spółki | 628 251,12 zł |
| czas trwania | sierpień 2025 r. do sierpnia 2026 r. |
| grożąca kara | do 10 lat pozbawienia wolności |
Źródło: Prokuratura Okręgowa w Ostrowie Wielkopolskim, wlkp24.info
Obaj podejrzani trafili do aresztu
Policjanci zatrzymali obu mężczyzn, a sąd na wniosek prokuratury zastosował wobec nich tymczasowy areszt na 3 miesiące. Podejrzanym grozi do 10 lat pozbawienia wolności. Śledczy szacują, że na sprzedaży kradzionego diesla sprawcy zarobili około 600 tys. zł, i zapowiadają dalsze czynności zmierzające do ustalenia odbiorców paliwa.
Zobacz również:
BIZNES · 28.09.2026Resort pracy analizuje pomysł powrotu niedziel handlowych. W zamian dwa dni wolnego z rzęduPonad 100 tys. litrów zniknęło w rok
Skala procederu robi wrażenie nawet na tle innych paliwowych afer. Z wyliczeń prokuratury wynika, że przez dwanaście miesięcy sprawcy przelali do zbiorników co najmniej 102 905 litrów oleju napędowego, co daje średnio ponad 280 litrów dziennie, licząc razem z weekendami i świętami. Średnia wartość pojedynczego tankowania to około 158 zł, a więc kwota, która na tle zwykłych transakcji flotowych niczym się nie wyróżnia. Właśnie ta przeciętność pozwalała procederowi tak długo pozostawać w ukryciu.
O zatrzymaniach informowała także wielkopolska policja. Śledztwo prowadzi Prokuratura Okręgowa w Ostrowie Wielkopolskim, a śledczy zapowiadają dalsze czynności zmierzające do ustalenia odbiorców kradzionego oleju napędowego. Sprzedaż paliwa niewiadomego pochodzenia to zresztą osobne ryzyko dla kupujących, bo olej przechowywany w mauzerach szybko traci parametry, a jego nabywca nie dostanie ani faktury, ani gwarancji jakości.
Floty tracą miliony, a systemy kontroli nie nadążają
Sprawa z Kępna dotyka problemu, o którym branża transportowa mówi od lat. Karty flotowe upraszczają rozliczenia tysięcy tankowań, ale ich bezpieczeństwo opiera się na uczciwości osób zarządzających flotą i szczelności wewnętrznych procedur. Gdy nadużycia firmuje osoba odpowiedzialna za nadzór nad transportem, standardowe mechanizmy kontrolne zawodzą, bo to ona zatwierdza dane, które powinny wzbudzić alarm.
Chcesz częściej widzieć treści BNBN w Google?Dodaj nas do ulubionych źródeł
Eksperci od zarządzania flotą zalecają w takich sytuacjach proste zabezpieczenia: automatyczne porównywanie lokalizacji GPS pojazdu z miejscem tankowania, limity dzienne na kartach oraz rozdzielenie uprawnień do wydawania kart i akceptacji rozliczeń. W firmie z Kępna zabrakło najwyraźniej każdego z tych bezpieczników, skoro przez 12 miesięcy nikt nie zauważył, że liczba tankowań rozjeżdża się z rzeczywistą pracą floty. Dla przedsiębiorców z sektora TSL, w którym paliwo odpowiada za około jedną trzecią kosztów działalności, to kosztowna lekcja pokazująca, że kontrola wydatków paliwowych musi być niezależna od osób, które tymi wydatkami zarządzają.
Branżowe organizacje od dawna apelują do przewoźników, by traktowali karty paliwowe jak firmowe karty płatnicze, z limitami, alertami i regularnymi audytami. W tle jest także interes uczciwych pracowników, bo w firmach dotkniętych takimi nadużyciami tracą wszyscy: od właściciela, przez księgowość tłumaczącą się z rozjazdów w kosztach, po kierowców, na których w pierwszej kolejności pada podejrzenie.
Sprawa ma też wymiar podatkowy, bo fikcyjne tankowania przez rok zawyżały koszty w księgach spółki. Firma będzie musiała uporządkować rozliczenia, a odzyskiwanie strat od sprawców, nawet po prawomocnym wyroku, zwykle trwa latami i rzadko kończy się pełnym pokryciem szkody. Dlatego w branży tak duży nacisk kładzie się na prewencję, która jest tańsza od najskuteczniejszej nawet windykacji.
Do wykrycia podobnych nadużyć najczęściej prowadzi dopiero zestawienie danych z różnych systemów: rozliczeń kart, tachografów i ewidencji tras. Pojedyncza faktura wygląda bowiem zawsze poprawnie, a dopiero seria tysięcy transakcji układa się we wzór, którego nie da się wytłumaczyć normalną pracą floty.
