List, który w poniedziałek trafił na biurko Ursuli von der Leyen, może zmienić sposób, w jaki Unia Europejska prowadzi wojny handlowe. Kanclerz Niemiec Friedrich Merz i prezydent Francji Emmanuel Macron domagają się stworzenia instrumentu, który pozwoli Komisji Europejskiej ograniczać, a w razie konieczności natychmiast odcinać dostęp do unijnego rynku krajom celowo podważającym uczciwą konkurencję. O treści pisma informują euronews.com i forsal.pl.
Autorzy listu przekonują, że Wspólnota potrzebuje kompleksowych ram prawnych uzupełniających dotychczasowy zestaw narzędzi, przy czym mają one działać, jak piszą, w sposób odchudzony i niebiurokratyczny. Nowy instrument miałby reagować na systemowe zakłócenia, od subsydiów po manipulacje walutowe, a w odwodzie trzymać także cła i strategie odwetowe na wypadek eskalacji konfliktu.
Decyzja zapadnie, chyba że sprzeciwi się 15 państw
Najbardziej rewolucyjna jest proponowana procedura. Jak tłumaczy forsal.pl, instrument opierałby się na zasadzie odwróconej większości kwalifikowanej. Komisja podejmowałaby decyzję samodzielnie, a państwa członkowskie mogłyby ją uchylić tylko wtedy, gdy przeciwko zagłosuje co najmniej 15 krajów. Dziś jest odwrotnie, bo to Bruksela musi zabiegać o poparcie stolic, co miesiącami blokuje reakcje na handlowe ciosy.
Unia formalnie dysponuje już tak zwaną handlową bazuką, czyli przyjętym instrumentem antyprzymusowym ACI. Problem w tym, że wieloetapowa procedura i wymóg zgody państw członkowskich sprawiają, iż narzędzie nigdy nie zostało użyte w pełnej skali. Propozycja Berlina i Paryża ma ten węzeł przeciąć.
Zobacz również:
BIZNES · 05.10.2026Amerykanie od lat wiercą w Polsce. KGHM może stracić pozycję monopolistyMiliard euro deficytu dziennie
Adresat inicjatywy nie jest tajemnicą. Według euronews.com deficyt handlowy Unii z Chinami sięgnął w 2025 r. miliarda euro dziennie, a list wymienia sektory doświadczające, jak to ujęto, potężnego szoku przemysłowego: farmację, lotnictwo, motoryzację, maszyny przemysłowe i chemię. Dostęp do wspólnego rynku Paryż i Berlin wprost określają jako główną kartę przetargową Unii w rozmowach z Pekinem.
Chcesz częściej widzieć treści BNBN w Google?Dodaj nas do ulubionych źródeł
Moment wysłania listu też nie jest przypadkowy. Jak zauważa forsal.pl, pismo pojawiło się tuż przed wizytą komisarza ds. handlu Marosza Szefczovicza w Pekinie, a w połowie października zaplanowano podsumowanie rozmów Unii z Chinami. Rzecznik Komisji Olof Gill przyjął inicjatywę ciepło, nazywając ją cennym wkładem w debatę o reagowaniu na ryzyka geoekonomiczne.
Polska straci prawo weta, ale zyska tarczę
Dla Polski propozycja jest dwuznaczna. Z jednej strony odwrócona większość oznacza, że pojedyncze państwo, także Warszawa, praktycznie traci możliwość zablokowania decyzji Komisji, które mogą uderzyć rykoszetem w krajowych importerów i sieci handlowe sprowadzające towary z Azji. Z drugiej strony polski przemysł należy do najbardziej narażonych na zalew subsydiowanych chińskich towarów, bo motoryzacja, maszyny i chemia to filary krajowego eksportu wplecione w niemieckie łańcuchy dostaw.
Jeśli instrument powstanie, decyzje o odcinaniu całych państw od unijnego rynku będą zapadały w tygodnie, a nie w lata. Dla firm handlujących z Chinami oznacza to zupełnie nowy poziom ryzyka regulacyjnego, który trzeba będzie wliczać w ceny kontraktów, a pośrednio także w ceny na sklepowych półkach.
