Narastające groźby Donalda Trumpa dotyczące przejęcia Grenlandii wywołały alarm w Europie i zmusiły Wielką Brytanię do rozważenia scenariuszy wojskowych. Rząd Keira Starmera analizuje możliwość udziału brytyjskich sił w potencjalnej misji NATO na arktycznej wyspie, należącej do Królestwa Danii. Równolegle Londyn uruchomił intensywną ofensywę dyplomatyczną, której celem jest powstrzymanie eskalacji mogącej doprowadzić do rozpadu Sojuszu Północnoatlantyckiego.
Sytuacja zaostrzyła się po deklaracjach prezydenta USA, sugerujących gotowość do działania wobec Grenlandii niezależnie od stanowiska Danii i jej sojuszników. Według doniesień medialnych w amerykańskich strukturach wojskowych pojawiły się polecenia przygotowania wariantów siłowych, co w europejskich stolicach zostało odebrane jako bezprecedensowe zagrożenie dla jedności NATO.
Brytyjskie media informują, że planiści wojskowi opracowują koncepcje ewentualnej obecności sojuszniczej na Grenlandii. W grę wchodzi zaangażowanie żołnierzy, jednostek morskich oraz lotnictwa, a rozmowy na ten temat prowadzone są m.in. z Niemcami i Francją. Celem ma być pokazanie, że Europa jest zdolna samodzielnie reagować na zagrożenia w Arktyce bez sięgania po scenariusz aneksji terytorium.
Oficjalnie Londyn tonuje nastroje. Brytyjskie Ministerstwo Obrony podkreśla, że bezpieczeństwo Grenlandii jest już objęte gwarancjami NATO, a jej suwerenność nie jest formalnie zagrożona. Jednocześnie rząd nie zaprzecza, że trwają konsultacje dotyczące wzmocnienia obecności wojskowej Sojuszu na Dalekiej Północy.
Zakulisowo Wielka Brytania odgrywa kluczową rolę mediatora. Premier Starmer w krótkim czasie prowadził rozmowy z Donaldem Trumpem, premier Danii, sekretarzem generalnym NATO oraz przywódcami Francji i Niemiec. Dodatkowym sygnałem determinacji było wysłanie 1500 żołnierzy Royal Marines na ćwiczenia w północnej Norwegii, co ma podkreślać gotowość NATO do obrony regionu arktycznego.
Kryzys wokół Grenlandii stawia NATO w sytuacji bez precedensu – po raz pierwszy jeden z kluczowych członków sojuszu otwarcie grozi działaniami wobec innego państwa należącego do wspólnoty. Europejscy przywódcy jednoznacznie opowiedzieli się po stronie Danii, podkreślając, że o przyszłości wyspy mogą decydować wyłącznie jej mieszkańcy i władze w Kopenhadze.
Sprawa ma wymiar strategiczny i gospodarczy. Grenlandia, bogata w surowce krytyczne i kluczowa z punktu widzenia kontroli szlaków arktycznych, staje się jednym z najważniejszych punktów globalnej rywalizacji mocarstw. To sprawia, że każdy kolejny ruch – zarówno Waszyngtonu, jak i europejskich stolic – może mieć długofalowe konsekwencje dla bezpieczeństwa, rynków i stabilności międzynarodowej.
