Na pierwszy rzut oka wygląda to jak dobra wiadomość dla milionów seniorów. Zapowiedź wyższych świadczeń, prosty mechanizm i jasny cel. Jednak im dłużej trwa analiza propozycji, tym więcej pojawia się wątpliwości. I to nie tylko ze strony opozycji czy ekonomistów, ale także sejmowych prawników.
Do Sejmu trafił projekt zmian w zasadach waloryzacji emerytur i rent, firmowany przez Karola Nawrockiego. Zakłada on odejście od wyłącznie procentowej waloryzacji na rzecz rozwiązania, które ma gwarantować minimalny wzrost świadczeń w ujęciu kwotowym. W praktyce chodzi o to, aby osoby z najniższymi emeryturami otrzymywały realnie odczuwalną podwyżkę, nawet jeśli standardowa waloryzacja procentowa byłaby niższa.
Zgodnie z projektem, w 2026 roku waloryzacja miałaby wynosić co najmniej 150 zł brutto miesięcznie. Mechanizm ten obejmowałby emerytury i renty do poziomu około 3 300 zł brutto. Wyższe świadczenia byłyby nadal waloryzowane według dotychczasowych zasad. Według szacunków, z takiego rozwiązania mogłoby skorzystać ponad 4 mln osób.
To właśnie ten element projektu wzbudził jednak największe kontrowersje. Sejmowi prawnicy w swojej opinii ostrzegają, że proponowany mechanizm może naruszać fundamentalne zasady systemu ubezpieczeń społecznych. Chodzi przede wszystkim o zależność między wysokością odprowadzanych składek a późniejszym świadczeniem.
„Zaproponowany w projekcie mechanizm kwotowej waloryzacji świadczeń do określonego poziomu w dłuższym okresie przyczyni się wyrównywania niskich świadczeń i oderwania ich poziomu od wkładu ubezpieczonego wnoszonego latami do systemu ubezpieczeń. W efekcie doprowadzi to do ustalenia swoistego 'świadczenia obywatelskiego’ dla świadczeń niskich, podlegających waloryzacji kwotowej” -napisano w opinii Biura Ekspertyz i Oceny Skutków Regulacji Kancelarii Sejmu.
Eksperci zwracają uwagę, że kwotowa waloryzacja w takiej formie może prowadzić do zrównywania emerytur osób, które przez lata odprowadzały składki na bardzo różnych poziomach. W skrajnym przypadku system mógłby zacząć przypominać świadczenie o charakterze quasi obywatelskim, a nie ubezpieczeniowym.
W opinii prawników istnieje również ryzyko, że nowe zasady osłabią motywację do dłuższej pracy i płacenia wyższych składek. Jeżeli różnice w przyszłych emeryturach będą niewielkie, część osób może ograniczać aktywność zawodową lub dochody podlegające oskładkowaniu. W dłuższej perspektywie mogłoby to zwiększyć presję na finanse publiczne i system emerytalny.
Do tego dochodzi kwestia kosztów. Według dostępnych szacunków, wprowadzenie gwarantowanej kwotowej waloryzacji oznaczałoby dodatkowe wydatki rzędu kilku miliardów złotych rocznie. Na razie nie wskazano jednoznacznie źródeł ich finansowania.
Projekt ma charakter inicjatywy ustawodawczej prezydenta i dopiero rozpoczyna parlamentarną ścieżkę. Przed nim prace w komisjach, poprawki i polityczna debata, która zapowiada się wyjątkowo gorąco. Choć cel jest czytelny i społecznie nośny, lista wątpliwości rośnie wraz z kolejnymi opiniami ekspertów.
