Polska gastronomia mierzy się z rosnącymi kosztami prowadzenia biznesu. Jednym z największych problemów są dziś ceny wynajmu lokali. We Wrocławiu miesięczny czynsz za punkt gastronomiczny może sięgać nawet 23 000 zł. Co zaskakujące, to więcej niż w niektórych częściach Madrytu czy Berlina.
Na wysokie stawki zwrócił uwagę Piotr Gładczak, wrocławski bloger kulinarny, który porównał oferty wynajmu lokali w różnych europejskich miastach. Z ogłoszeń wynika, że lokal o powierzchni około 80 mkw. przy Calle de Argumosa w centrum Madrytu można wynająć za 2 200 euro miesięcznie, czyli około 9 300 zł. Z kolei wynajem lokalu o powierzchni 141 mkw. w centrum Berlina kosztuje około 2 860 euro miesięcznie, czyli około 12 000 zł.
Dla porównania wynajem lokalu gastronomicznego w jednej z dzielnic Wrocławia może kosztować nawet 22 792 zł miesięcznie. W analizowanym przypadku chodziło przy tym o punkt posiadający jedynie okienko do wydawania posiłków na wynos.
Restauratorzy przyznają, że wysokie czynsze nie są dziś niczym wyjątkowym w dużych polskich miastach. Jak tłumaczy Jakub Tepper, właściciel kilku restauracji w Poznaniu, w centralnych lokalizacjach opłaty za wynajem lokali usługowych są bardzo wysokie i stanowią coraz większą część kosztów prowadzenia działalności.
Teoretycznie czynsz powinien wynosić około 5–10 proc. miesięcznego przychodu restauracji. W praktyce w wielu miejscach jest to nawet 15–20 proc. przychodów. Oznacza to, że znacząca część wpływów z działalności trafia na pokrycie kosztów wynajmu.
Sytuację dodatkowo komplikuje tzw. odstępne. W wielu ogłoszeniach właściciele lokali oczekują dodatkowej opłaty za możliwość przejęcia miejsca wraz z wyposażeniem. Zdarza się, że wynosi ona nawet 50 000 zł, choć przedsiębiorcy podkreślają, że sprzęt i wystrój często wymagają gruntownego remontu.
Eksperci wskazują kilka powodów tak wysokich stawek. Jednym z nich jest niedobór lokali gastronomicznych w atrakcyjnych lokalizacjach. W wielu miastach deweloperzy niechętnie budują nowe lokale użytkowe na parterach budynków mieszkalnych, co ogranicza podaż i podnosi ceny.
Różnice między polskimi miastami a zachodnią Europą wynikają także ze skali rynku. W Madrycie działa kilkadziesiąt tysięcy restauracji, podczas gdy we Wrocławiu jest ich około 2 000–3 000. Większa liczba lokali oznacza większą konkurencję i łatwiejszy dostęp do nowych miejsc.
Rosnące koszty odbijają się na całej branży. Z danych Krajowego Rejestru Długów wynika, że na koniec 2025 roku zadłużenie hoteli, restauracji i firm cateringowych w Polsce wyniosło około 470 mln zł. To o 91 mln zł więcej niż rok wcześniej.
Przedstawiciele branży nie ukrywają, że sytuacja jest trudna i wielu przedsiębiorców mówi już o największym kryzysie w gastronomii od wielu lat. W ich ocenie rynek może w najbliższym czasie wymusić korektę cen — zarówno czynszów, jak i samych potraw. Coraz częściej restauracje decydują się bowiem na obniżanie cen dań, aby przyciągnąć klientów i utrzymać sprzedaż.
źródło: finanse.wp.pl i money.pl
