Zaczynało się niewinnie: od rozmów między seriami ćwiczeń o tym, jak dobrze można zarobić na nieruchomościach i autach z leasingów. Kończyło się przelewami na konto trenera i ratami kredytów, które pokrzywdzeni spłacają do dziś. Prokuratura Okręgowa w Jeleniej Górze skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko 23-letniemu trenerowi personalnemu, który miał wyłudzić od ośmiu osób około 2,5 mln zł, informuje rmf24.pl.
Według śledczych do przestępstw dochodziło od 8 stycznia do 19 czerwca 2026 r., a więc przez niespełna pół roku. Mężczyzna proponował udział w rzekomo atrakcyjnych przedsięwzięciach: zakupie nieruchomości i samochodów oraz finansowaniu leasingów. Obiecywał szybkie i wysokie zyski, a wiarygodność budował na osobistych relacjach. Wśród pokrzywdzonych są zarówno klienci siłowni, w której pracował, jak i jego znajomi z dzieciństwa.
Pieniądze z kredytów płynęły na jedno konto
Mechanizm był prosty i przez to skuteczny. Jak relacjonuje rzeczniczka jeleniogórskiej prokuratury Ewa Węglarowicz-Makowska, większość pokrzywdzonych była przekonana o rzetelności propozycji do tego stopnia, że zaciągała pożyczki i kredyty gotówkowe, a uzyskane środki przekazywała na rachunek oskarżonego. Śledczy ustalili, że mężczyzna od początku nie zamierzał realizować deklarowanych inwestycji ani zawierać zapowiadanych umów zakupu nieruchomości.
Oskarżony usłyszał zarzut doprowadzenia ośmiu osób do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w łącznej kwocie około 2,5 mln zł i trafił do aresztu. Za oszustwo w stosunku do mienia znacznej wartości grozi mu do 10 lat pozbawienia wolności. O sprawie, którą opisały również lokalne serwisy jelonka.com i istotne.pl, zrobiło się głośno w całym regionie, bo część ofiar pozostała nie tylko bez oszczędności, ale z wieloletnimi zobowiązaniami wobec banków.
Chcesz częściej widzieć treści BNBN w Google?Dodaj nas do ulubionych źródeł
Zobacz również:
FINANSE · 03.10.2026GPW w ten weekend zmienia system transakcyjny. Stare zlecenia inwestorów znikną z rynkuOszustwo w wersji towarzyskiej
Sprawa z Jeleniej Góry pokazuje, jak zmienia się profil wyłudzeń inwestycyjnych. Obok zorganizowanych grup podszywających się pod znane spółki czy platformy inwestycyjne rośnie liczba oszustw opartych na relacjach osobistych, w których rolę gwaranta wiarygodności odgrywa trener, fryzjer, sąsiad albo kolega ze szkolnej ławki. Zaufanie budowane miesiącami twarzą w twarz usypia czujność skuteczniej niż najlepiej przygotowana fałszywa reklama, a brak jakiejkolwiek umowy czy prospektu przestaje razić, bo przecież „to swój człowiek”.
Dla konsumentów wnioski są niezmienne od lat. Obietnica szybkiego i pewnego zysku to najstarszy sygnał ostrzegawczy rynku finansowego, a każdą propozycję inwestycji warto weryfikować: sprawdzić, czy oferujący figuruje w rejestrach Komisji Nadzoru Finansowego, zażądać umowy i dokumentów spółki, a przede wszystkim nigdy nie finansować cudzych pomysłów kredytem zaciąganym na siebie. Bank oceni zdolność kredytową klienta, ale nie zbada, czy inwestycja, na którą pójdą pieniądze, w ogóle istnieje. W jeleniogórskiej sprawie to właśnie ten element okazał się dla ośmiu osób najbardziej kosztowną lekcją.
