Decyzja premiera Donalda Tuska o wstrzymaniu prac nad jedną z kluczowych reform rynku pracy wywołała polityczną burzę i poważne napięcia w koalicji rządzącej. Chodzi o planowane zmiany w funkcjonowaniu Państwowej Inspekcji Pracy, które miały znacząco rozszerzyć uprawnienia inspektorów. Choć projekt był elementem uzgodnień koalicyjnych i zobowiązań wobec Unii Europejskiej, premier zdecydował się go zablokować, tłumacząc to troską o gospodarkę i przedsiębiorców.
Reforma zakładała, że inspektorzy PIP mogliby w sposób administracyjny kwestionować umowy cywilnoprawne i przekształcać je w umowy o pracę, jeśli uznaliby, że w praktyce dochodzi do obchodzenia prawa pracy. W skrajnych przypadkach decyzja miałaby zapadać bez zgody pracodawcy, a nawet samego pracownika. Zwolennicy zmian argumentowali, że to konieczny krok w walce z nadużywaniem umów zleceń i B2B, przeciwnicy ostrzegali jednak przed nadmierną ingerencją państwa w rynek.
Donald Tusk uznał, że projekt w obecnym kształcie niesie zbyt duże ryzyko. W jego ocenie tak szerokie kompetencje dla urzędników mogłyby doprowadzić do paraliżu części firm, zwiększyć niepewność prawną i w konsekwencji uderzyć w zatrudnienie. Po rozmowach wewnątrz rządu premier zdecydował, że prace nad reformą zostaną wstrzymane, a temat na razie nie wróci na agendę Rady Ministrów.
Ta decyzja spotkała się z ostrą reakcją koalicjantów, przede wszystkim polityków Nowej Lewicy. Dla tego ugrupowania wzmocnienie Państwowej Inspekcji Pracy było jednym z kluczowych postulatów programowych i symbolem realnej ochrony pracowników. Lewica nie ukrywa rozczarowania i wskazuje, że wycofanie się z reformy może mieć poważne konsekwencje, nie tylko polityczne, ale również finansowe.
W tle sporu pojawiają się bowiem pieniądze z Krajowego Planu Odbudowy. Reforma PIP była jednym z elementów uzgodnionych z Komisją Europejską i jej realizacja miała znaczenie dla dalszych wypłat środków unijnych. Część polityków obawia się, że rezygnacja z tego projektu osłabi pozycję negocjacyjną Polski wobec Brukseli i może opóźnić transfer kolejnych miliardów złotych.
Sytuacja wywołała napięcia w samej koalicji rządzącej. Zapowiedziano spotkania liderów, które mają wyjaśnić dalsze losy reformy i spróbować wypracować kompromis. Nie jest jednak jasne, czy możliwe będzie znalezienie rozwiązania, które zadowoli zarówno premiera, jak i jego koalicyjnych partnerów.
