Polski przemysł od miesięcy powtarza, że ceny prądu odbierają mu rentowność szybciej niż zagraniczna konkurencja klientów. Teraz rząd deklaruje, że pomoc jest na ostatniej prostej. Wiceminister energii Wojciech Wrochna zapowiedział podczas spotkania zorganizowanego przez Pracodawców RP, że zgoda Komisji Europejskiej na pomoc publiczną dla firm energochłonnych może nadejść w ciągu najbliższych kilku tygodni. Informację podaje wnp.pl.
4,8 mld zł rozpisane na cztery lata
Podstawą wsparcia jest przyjęty pod koniec września projekt ustawy, który przewiduje system dopłat o wartości 4,8 mld zł na lata 2027-2030. Dokument jest obecnie rozpatrywany przez Sejm, a równolegle, od nieco ponad miesiąca, trwają rozmowy z Brukselą o notyfikacji programu, bez której dopłaty byłyby nielegalną pomocą publiczną.
Wrochna nie ukrywa, że kalendarz jest napięty, ale deklaruje wiarę w powodzenie operacji. „Jestem głęboko przekonany, że nam się to uda uzyskać, i do końca roku ustawa i decyzja będą obowiązywały”, mówił, cytowany przez wnp.pl. Gdyby ten scenariusz się zrealizował, pierwsze dopłaty mogłyby popłynąć do firm wraz z początkiem 2027 r.
Pomoc doraźna, problem strukturalny
Sam wiceminister zastrzega jednak, że dopłaty to tylko doraźny plaster. Wsparcie z ustawy ma charakter krótkoterminowy, a prawdziwym wyzwaniem jest taki model transformacji energetycznej, który w średnim okresie trwale obniży ceny energii elektrycznej. Bez tego przemysł energochłonny, od hut przez chemię po producentów materiałów budowlanych, co kilka lat będzie wracał po kolejne programy ratunkowe.
W tle rozmowy o dopłatach toczy się spór o system handlu emisjami. Udział kosztu uprawnień do emisji w cenach energii jest w Polsce najwyższy w całej Unii Europejskiej, co wynika z wciąż wysokiego udziału węgla w krajowej elektroenergetyce. Wrochna studzi jednak radykalne pomysły: „Wyjście z systemu ETS nie jest rozwiązaniem”, ocenia, wskazując, że zamiast tego należy rozmawiać z Komisją Europejską o reformie systemu.
Zobacz również:
BIZNES · 14.10.2026Ten podatek uderzy niemal wyłącznie w Orlen. Czechy liczą na 226 mln euroFirmy liczą tygodnie, konkurencja nie czeka
Dla przemysłu energochłonnego każdy tydzień zwłoki ma wymierną cenę. Giełdowe notowania energii utrzymują się na poziomach, które jeszcze kilka lat temu uznano by za kryzysowe, a niemiecki rząd właśnie ściął podatek od prądu dla przemysłu do unijnego minimum, poszerzając przewagę kosztową tamtejszych zakładów. Polskie firmy konkurują więc nie tylko z cenami energii, ale i z tempem, w jakim inne stolice uruchamiają własne programy pomocowe.
Branżowe organizacje od miesięcy przekonują, że bez wsparcia część produkcji wywędruje z Polski tam, gdzie megawatogodzina kosztuje mniej. Zapowiedź rychłej zgody Brukseli to dla nich pierwszy od dawna konkret z datą. Teraz piłka jest po stronie Sejmu, który musi uchwalić ustawę, oraz Komisji Europejskiej, której decyzja przesądzi, czy 4,8 mld zł faktycznie zacznie pracować w zakładach od początku 2027 r.
Chcesz częściej widzieć treści BNBN w Google?Dodaj nas do ulubionych źródeł
Średnio 1,2 mld zł rocznie na obniżanie rachunków
Kwota 4,8 mld zł rozpisana na lata 2027-2030 oznacza średnio 1,2 mld zł rocznie dla całego sektora energochłonnego. To pieniądze, które mają obniżać koszty energii w zakładach zużywających jej najwięcej, a więc tam, gdzie rachunek za prąd decyduje o rentowności całej produkcji. O ostatecznym podziale środków przesądzą kryteria zapisane w ustawie, nad którą pracuje Sejm, oraz warunki, jakie w decyzji notyfikacyjnej postawi Komisja Europejska.
Dla firm ważny jest także sam mechanizm: wsparcie ma mieć formę dopłat do kosztów energii, a nie ulg rozliczanych po fakcie. W praktyce oznacza to szybszy przepływ pieniędzy do zakładów i mniejsze ryzyko, że pomoc utknie w rozliczeniach podatkowych.
Bruksela widziała już takie programy
Polska nie jest pierwszym krajem, który notyfikuje w Brukseli pomoc dla przemysłu energochłonnego, i to paradoksalnie dobra wiadomość. Komisja Europejska zatwierdzała podobne programy w innych państwach członkowskich, więc polski wniosek porusza się po przetartym szlaku. Rozmowy o notyfikacji ruszyły nieco ponad miesiąc temu, a deklarowany przez wiceministra Wrochnę horyzont kilku tygodni na decyzję mieści się w typowym kalendarzu takich postępowań, o ile Bruksela nie zgłosi zastrzeżeń do konstrukcji programu.
Równolegle rząd musi dopilnować krajowej części harmonogramu. Ustawa czeka na uchwalenie przez Sejm, podpis prezydenta i publikację, a dopiero komplet dokumentów pozwoli uruchomić wypłaty od początku 2027 r. Każde potknięcie w tym łańcuchu oznacza przesunięcie pomocy, na którą przemysł czeka od miesięcy.
