Jedna decyzja Kataru wystarczyła, by wywołać gwałtowną reakcję rynków energii. W poniedziałek państwowa spółka QatarEnergy wstrzymała produkcję skroplonego gazu ziemnego LNG w kluczowych obiektach w Ras Laffan i Mesaieed po atakach dronów wystrzelonych z terytorium Iranu. Katar odpowiada za około 20 proc. globalnych dostaw LNG i dysponuje mocami produkcyjnymi na poziomie 77 mln ton rocznie.
Efekt był natychmiastowy. Notowania gazu w europejskim hubie TTF wzrosły o prawie 50 proc. To najmocniejszy jednodniowy ruch od trzech lat. Równolegle gwałtownie podskoczyły stawki frachtu dla gazowców. Koszt wynajęcia jednostki do transportu LNG wzrósł do ponad 200 tys. dol. dziennie. Jeszcze tego samego dnia wynosił 61,5 tys. dol.
Według informacji przekazywanych przez Reuters i Bloomberg, QatarEnergy powołał się na klauzulę „siły wyższej”, która pozwala zawiesić realizację kontraktów w przypadku nadzwyczajnych okoliczności, takich jak atak militarny. Oznacza to, że część odbiorców może nie otrzymać zakontraktowanych dostaw w terminie.
Na sytuację natychmiast reaguje Bruksela. Komisja Europejska zdecydowała o zwołaniu w tym tygodniu pilnego posiedzenia grupy zadaniowej ds. energii z udziałem państw członkowskich oraz we współpracy z Międzynarodową Agencją Energii. Szefowa KE Ursula von der Leyen ma omawiać potencjalne zakłócenia w dostawach oraz sytuację w cieśninie Ormuz, przez którą przepływa od jednej piątej do jednej trzeciej światowego transportu ropy oraz znacząca część LNG.
Ruch w cieśninie Ormuz spadł o 86 proc., a po obu stronach szlaku utknęło około 700 statków. Iran, który kontroluje ten strategiczny punkt łączący Zatokę Perską z Morzem Arabskim, ogłosił ograniczenia dla jednostek wpływających do cieśniny. Dla rynku oznacza to realne ryzyko dalszych przerw w dostawach.
Wzrost cen gazu już uderza w przemysł. Grupa Azoty poinformowała o czasowym wstrzymaniu nowych zamówień na nawozy azotowe z powodu skokowego wzrostu cen surowca. Gaz jest kluczowym komponentem w produkcji nawozów, dlatego jego notowania bezpośrednio przekładają się na koszty działalności.
O bezpieczeństwo energetyczne Polski pytany był minister energii Miłosz Motyka. Podkreślił, że gaz z Kataru stanowi około 9 proc. krajowego zużycia. Jak zaznaczył, magazyny były przed zimą wypełnione w niemal 100 proc., a obecnie poziom zapełnienia przekracza 50 proc. Według ministra, razem z wydobyciem krajowym oraz dostawami z Baltic Pipe i LNG z USA daje to bufor na kilka miesięcy.
Najbardziej narażone na skutki kryzysu są rynki azjatyckie, w tym Bangladesz, Indie i Pakistan, które w dużym stopniu opierają się na dostawach LNG z Kataru. Jednak presja cenowa już przenosi się na Europę. Im dłużej wstrzymana będzie produkcja LNG i ograniczony ruch w Ormuz, tym większe wstrząsy mogą czekać światowe rynki energii.
