Gwałtowny wzrost cen paliw uderza w kolejną branżę. Tym razem chodzi o rybołówstwo w Tajlandii, które stoi na skraju paraliżu.
Powodem jest drożejący olej napędowy – bezpośredni efekt napięć na Bliskim Wschodzie. Koszty paliwa rosną tak szybko, że dla wielu armatorów wypłynięcie w morze przestaje się opłacać.
W największym porcie rybackim w prowincji Samut Sakhon sytuacja jest już bardzo poważna. Ponad połowa kutrów została wstrzymana, a kolejne mogą wkrótce zakończyć działalność.
Jeszcze niedawno ceny diesla były znacznie niższe. W lutym litr kosztował około 29,94 bahta (ok. 3,60 zł), a obecnie sięga już 38,94 bahta (ok. 4,60–4,70 zł). Wzrost nastąpił po zakończeniu rządowych dopłat oraz w wyniku globalnych napięć na rynku ropy.
Granica opłacalności jest bardzo blisko. Przy poziomie około 40 bahtów za litr (ok. 4,80 zł) połowy przestają być rentowne. Część rybaków próbuje ograniczać koszty, m.in. zmniejszając prędkość jednostek, co jednak przekłada się na mniejsze połowy.
Znaczenie sektora dla gospodarki jest ogromne. Tajlandia należy do największych eksporterów produktów rybnych na świecie. W 2024 roku eksport osiągnął wartość około 7 mld dolarów (ponad 27 mld zł), a głównymi odbiorcami były m.in. USA, Japonia i Chiny.
W samym Samut Sakhon każdego dnia trafia na rynek nawet około 800 ton ryb z ponad 20 regionów przybrzeżnych. Ograniczenie połowów może więc szybko odbić się na całym łańcuchu dostaw.
Rząd zapowiada działania osłonowe, w tym wsparcie paliwowe i wykorzystanie biopaliw.
źródło: reuters.com
