Tusk blokuje nominacje do zarządu NBP. W listopadzie bank zejdzie poniżej ustawowego minimum

W listopadzie z gmachu przy ulicy Świętokrzyskiej wyprowadzi się wiceprezes Adam Lipiński, któremu kończy się kadencja. W normalnych warunkach byłaby to rutynowa zmiana warty, ale tym razem na jego miejsce nikt nie czeka. Premier Donald Tusk odmówił bowiem podpisania nominacji dla czterech kandydatów do zarządu Narodowego Banku Polskiego, a bez jego kontrasygnaty postanowienia prezydenta o powołaniach nie wchodzą w życie. Jak opisuje money.pl, liczba członków zarządu spadnie wówczas poniżej ustawowego minimum i bank centralny wejdzie na nieznany dotąd prawny grunt.

- Reklama -

Cztery nazwiska utknęły między pałacem a kancelarią premiera

Wnioski o powołania prezes NBP Adam Glapiński złożył jeszcze w maju. Jak informowało RMF24, prezydent Karol Nawrocki skierował do kontrasygnaty cztery postanowienia. Od dnia powołania funkcje w zarządzie mieli objąć prof. Marta Kightley, uznawana za najbliższą współpracowniczkę Glapińskiego, oraz Ludwik Kotecki, obecnie członek Rady Polityki Pieniężnej wybrany przez Senat. Kolejne dwie nominacje dotyczyły członków RPP: prof. Przemysław Litwiniuk miał wejść do zarządu 5 listopada 2026 r., a dr Marcin Zarzecki 2 stycznia 2027 r.

Premier nie podpisał żadnego z czterech postanowień, choć wśród kandydatów znalazł się także Kotecki, od lat krytyczny wobec prezesa NBP. W rządzie, jak relacjonuje money.pl, zwyciężyło przekonanie, że Glapiński bierze udział w politycznej operacji prezydenta. Atmosferę podgrzał udział szefa banku centralnego w konferencji prasowej Karola Nawrockiego, na której ogłoszono pomysł kredytu mieszkaniowego SAFE 0 proc.

Kandydat do zarządu NBP Obecna funkcja Planowane objęcie funkcji
prof. Marta Kightley wiceprezes NBP, pierwsza zastępczyni prezesa od dnia powołania
Ludwik Kotecki członek RPP z wyboru Senatu od dnia powołania
prof. Przemysław Litwiniuk członek RPP 5 listopada 2026 r.
dr Marcin Zarzecki członek RPP 2 stycznia 2027 r.

Źródło: money.pl, RMF24

Ustawa mówi o minimum, ale milczy o konsekwencjach

Zarząd NBP standardowo liczy 9 osób łącznie z prezesem i to on kieruje bieżącą działalnością banku: od operacji na rynku pieniężnym, przez zarządzanie rezerwami dewizowymi, po nadzór nad systemem płatniczym. Ustawa o NBP określa minimalną liczebność tego gremium, ale nie precyzuje, co się dzieje, gdy liczba członków spadnie poniżej progu. Polskie prawo nie zna procedury awaryjnej na taki przypadek, a bank centralny nie może po prostu zawiesić swoich funkcji do czasu rozstrzygnięcia sporu polityków.

Na to ryzyko zwraca uwagę cytowany przez money.pl Marcin Mazurek, główny ekonomista mBanku. Jego zdaniem uszczuplony zarząd będzie działał w próżni, która pozostawia wiele miejsca na sprzeczne interpretacje prawa. W praktyce każda decyzja podjęta przez niekompletny skład może zostać podważona, co jest szczególnie groźne przy zadaniach związanych z zapewnianiem płynności sektorowi bankowemu. Wystarczy przypomnieć skalę operacji NBP z czasów pandemii, by zrozumieć, że chodzi o narzędzia używane w najbardziej nerwowych momentach dla gospodarki.

Nominacje do zarządu idą inną ścieżką niż te do RPP

Źródłem klinczu jest konstrukcja prawna powołań. Członków zarządu NBP powołuje prezydent na wniosek prezesa banku, ale takie postanowienie, inaczej niż nominacje do Rady Polityki Pieniężnej, wymaga kontrasygnaty prezesa Rady Ministrów. Konstytucja daje więc szefowi rządu realne prawo weta wobec obsady zarządu, choć przez lata kontrasygnata była w tych sprawach formalnością. Obecny spór jest pierwszym, w którym premier korzysta z tego uprawnienia w tak otwarcie polityczny sposób.

Chcesz częściej widzieć treści BNBN w Google?Dodaj nas do ulubionych źródeł

Warto przy tym pamiętać, że zarząd nie decyduje o stopach procentowych, bo to domena Rady Polityki Pieniężnej. W jego rękach jest za to cała operacyjna maszyneria banku: realizacja polityki pieniężnej, zarządzanie rezerwami dewizowymi, emisja pieniądza i nadzór nad systemem rozliczeń. Paraliż tego gremium nie zmieni więc wysokości rat kredytów z dnia na dzień, ale osłabi zdolność instytucji do szybkiego reagowania, gdyby na rynkach zrobiło się nerwowo.

- Reklama -

Ekonomiści przypominają, że podobnego pata nie było w historii NBP działającego pod obecną konstytucją, więc nie ma ani orzecznictwa, ani praktyki, po którą można sięgnąć. Każde rozwiązanie, od porozumienia polityków po spór przed Trybunałem Konstytucyjnym, będzie precedensem.

Konflikt trwa od 2023 r. i nikt nie chce ustąpić

Relacje między rządem a prezesem NBP są napięte od zmiany władzy w 2023 r. Koalicja rządząca rozważała wówczas postawienie Glapińskiego przed Trybunałem Stanu, a prezes konsekwentnie oskarżał polityków o zamach na niezależność banku centralnego. Po stronie szefa NBP stoi dziś prezydent Nawrocki, który podpisał wnioski nominacyjne i nie zamierza wycofywać się ze wsparcia dla Glapińskiego.

Kalendarz nie sprzyja kompromisowi. Zbliżające się wybory parlamentarne podnoszą polityczną cenę każdego ustępstwa, a żadna ze stron nie chce być tą, która odda przeciwnikowi wpływ na obsadę banku centralnego. Rachunek za ten spór może jednak zapłacić instytucja, której wiarygodność jest fundamentem stabilności złotego. Inwestorzy i agencje ratingowe od miesięcy wskazują na jakość polskich instytucji jako czynnik ryzyka, a bank centralny działający w prawnej próżni byłby dla nich kolejnym sygnałem ostrzegawczym.

NAJNOWSZE

WYBRANE DLA CIEBIE

W tym tygodniu o tym się mówi