Ceny ropy na świecie wystrzeliły i osiągnęły poziomy niewidziane od dekad. Rynek reaguje na eskalację konfliktu na Bliskim Wschodzie, a skala wzrostów zaczyna budzić poważne obawy.
W poniedziałek rano ropa Brent kosztowała około 115 dolarów za baryłkę, rosnąc o 2,16 proc. w ciągu dnia. W piątek ceny wzrosły jeszcze mocniej – o 4,2 proc.
Jeszcze większe wrażenie robi skala zmian w ujęciu miesięcznym. Ropa zdrożała o 59 proc., co – jak podaje Reuters – jest największym wzrostem od czasu wojny w Zatoce Perskiej w 1990 roku.
Bezpośrednim impulsem były wydarzenia z weekendu. Do konfliktu dołączyli wspierani przez Iran rebelianci Huti, którzy zaatakowali cele w Izraelu. To rozszerzyło konflikt i zwiększyło napięcie na rynkach.
Na sytuację wpływa także kluczowa decyzja Iranu. Zamknięcie cieśniny Ormuz, przez którą przepływa około jedna piąta światowych dostaw ropy i gazu, wywołało poważne obawy o dostępność surowca. Dodatkowo zagrożony jest transport przez cieśninę Bab el-Mandab.
Jak wskazują analitycy JP Morgan cytowani przez Reutersa, konflikt przestał ograniczać się do Zatoki Perskiej i obejmuje już także Morze Czerwone, czyli jeden z najważniejszych szlaków transportu ropy na świecie.
Z kolei Vandana Hari z firmy analitycznej Vanda Insights podkreśliła w rozmowie z Reutersem, że rynek praktycznie przestał wierzyć w szybkie zakończenie wojny i przygotowuje się na dalszą eskalację.
Reuters zwraca uwagę, że świat zbliża się do „najgorszego możliwego scenariusza”. Chodzi o sytuację, w której Iran doprowadzi do zniszczenia infrastruktury energetycznej w regionie – rafinerii, rurociągów i terminali eksportowych.
Taki rozwój wydarzeń mógłby wywołać poważny globalny kryzys energetyczny i jeszcze mocniej podbić ceny surowców.
źródło: businessinsider.com.pl, reuters.com
