Ceny paliw w Polsce spadły, ale rząd zaczyna patrzeć na sytuację z ostrożnością. Minister energii Miłosz Motyka przyznał, że pojawia się ryzyko tzw. turystyki paliwowej, choć na razie nie jest ono widoczne w danych.
Od wtorku obowiązują nowe maksymalne ceny na stacjach. Benzyna 95 może kosztować maksymalnie 6,16 zł za litr, benzyna 98 – 6,76 zł, a diesel – 7,60 zł. To efekt obniżki akcyzy oraz wprowadzenia mechanizmu limitowania cen.
Niższe ceny mogą jednak przyciągać kierowców z zagranicy. Różnice są znaczące – jak wskazał minister, w niektórych przypadkach mogą sięgać nawet 3 zł na litrze, zwłaszcza w porównaniu z krajami zachodnimi.
Na razie rząd uspokaja. Motyka w rozmowie w RMF FM przyznał, że na ten moment nie jest obserwowane zagrożenia turystyką paliwową. Jednocześnie zaznaczył, że sytuacja jest na bieżąco monitorowana, a władze pozostają w kontakcie z sąsiadami.
Szczególnie analizowana jest sytuacja na południowej granicy, m.in. ze Słowacją. Na dzień dzisiejszy nie widać tam istotnych napięć, a różnice cenowe nie powodują zwiększonego ruchu.
Rząd nie wyklucza jednak reakcji, jeśli sytuacja się zmieni. W grę mogą wchodzić ograniczenia dla obcokrajowców, np. limity tankowania lub czasowe restrykcje w wywozie paliw za granicę.
Jak przyznał minister, wachlarz możliwości jest szeroki i decyzje będą zależeć od rozwoju sytuacji. Jednocześnie rząd chce unikać działań, które mogłyby wywołać panikę lub zakłócić rynek.
Motyka podkreślił też, że ceny paliw w Polsce nie są ustalane „ręcznie”. Ich poziom w dużej mierze zależy od sytuacji na rynkach światowych, zwłaszcza od wydarzeń na Bliskim Wschodzie.
źródło: rmf24.pl
