Prezydent USA Donald Trump zapowiada kolejne uderzenie w rosyjski sektor energetyczny. W niedzielę zadeklarował poparcie dla projektu ustawy, który pozwoliłby nałożyć kary celne sięgające nawet 500 proc. na kraje kupujące rosyjską ropę i gaz. To kontynuacja działań z końca października, kiedy USA wprowadziły sankcje na największe rosyjskie koncerny naftowe: Rosnieft i Łukoil. Już dziś te decyzje mocno obniżają dochody Moskwy.
Według analizy amerykańskiego Departamentu Skarbu cena ropy Urals spadła 12 listopada do 45,35 dolara za baryłkę, czyli do najniższego poziomu od marca 2023 roku. W ubiegłym tygodniu ceny chwilowo zjechały nawet do 36,61 dolara. Dla porównania ropa Brent kosztuje około 64 dolary, a dyskonto rosyjskiej ropy przekracza obecnie 23 dolary, co jest jednym z najwyższych poziomów od początku wojny.
Największe znaczenie ma jednak to, że kluczowi klienci Rosji zaczęli wycofywać się z zakupów. Chiny i Indie, które dotąd kupowały ogromne ilości rosyjskiej ropy, drastycznie ograniczyły lub całkowicie wstrzymały zamówienia z Rosnieftu i Łukoilu. Indyjskie rafinerie, które wcześniej kupowały około 1 mln baryłek dziennie, nie dostały żadnych ofert na dostawy grudniowe.
Minister finansów USA Scott Bessent ocenił, że sankcje działają dokładnie tak, jak planowano. Mniej wpływów z ropy oznacza, że Rosji trudniej finansować wojnę na Ukrainie. Według Bessenta „Rosja natychmiast poczuje ból”, a decyzje Indii i Chin mają kluczowe znaczenie dla skuteczności amerykańskich działań.
Trump ostrzegł również, że jeśli Senat przyjmie projekt ustawy Lindsay’a Grahama, USA będą mogły nakładać wtórne sankcje na każdy kraj, który kontynuuje handel z Rosją. Dokument ma aż 85 współsponsorów, co pokazuje szerokie poparcie. Ustawa umożliwiłaby nakładanie ceł do 500 proc.
Z sankcji zwolnione są obecnie Węgry. Według sekretarza stanu Marco Rubio zwolnienie obowiązuje przez rok, jednak według rządu Viktora Orbána ma pozostać w mocy tak długo, jak długo Orbán i Trump będą sprawować władzę.
