Węgrom grozi gazowa zapaść. Ratunek może przyjść z Polski

Gdy Ursula von der Leyen ogłaszała w Parlamencie Europejskim plan całkowitego wyeliminowania importu rosyjskiego gazu do końca 2027 r., w Budapeszcie można było usłyszeć zgrzytanie zębów. Jak opisuje wnp.pl, Węgry pokrywają własnym wydobyciem zaledwie nieco ponad 20 proc. zapotrzebowania, a do 85 proc. importu pochodzi z Rosji. W razie nagłego odcięcia dostaw krajowi grozi najpoważniejszy kryzys energetyczny w regionie.

- Reklama -

Rekordowe zakupy tuż przed rozwodem

Węgierskie zużycie gazu przekroczyło w ubiegłym roku 8,5 mld m sześc., przy krajowym wydobyciu na poziomie 1,97 mld m sześc. Paradoksalnie w 2025 r. Budapeszt kupił od Gazpromu rekordowe 7,8 mld m sześc., znacznie więcej niż 4,5 mld m sześc. zapisane w 15-letnim kontrakcie z 2021 r. Poprzedni rząd Viktora Orbána tłumaczył wierność Moskwie najniższymi cenami i bezpieczeństwem dostaw.

Dywersyfikacja dopiero raczkuje. Od 2024 r. płyną niewielkie wolumeny z Turcji i Azerbejdżanu, od 2027 r. ma ruszyć import LNG z Kataru, a w planach są zakupy z rumuńskiego złoża Neptun Deep na Morzu Czarnym. Nowe kontrakty są jednak małe, a większe dostawy staną się realne dopiero za kilka lat. Magazyny o pojemności 4,43 mld m sześc. są wypełnione w 76,61 proc., co przy długiej zimie i odcięciu Rosji może nie wystarczyć.

Pusty gazociąg czeka na swój moment

W tej układance niespodziewanie kluczowa może okazać się Polska. Zbudowany przez Gaz-System interkonektor Polska-Słowacja od ponad trzech lat stoi praktycznie pusty, a słowacki system łączy się bezpośrednio z węgierskim. Teoretyczna przepustowość tej trasy sięga 4,5 mld m sześc. rocznie, czyli mogłaby pokryć ponad połowę węgierskiego importu. Gaz z terminali LNG w Świnoujściu i Gdańsku oraz z Baltic Pipe mógłby więc płynąć na południe, zamieniając Polskę w regionalnego dystrybutora błękitnego paliwa.

Chcesz częściej widzieć treści BNBN w Google?Dodaj nas do ulubionych źródeł

Rosyjscy eksperci cytowani przez wnp.pl nie kryją, że widzą w całej sytuacji szansę dla Kremla. Artem Iljinski z Rosyjskiej Akademii Nauk ocenia, że technicznie Węgry mogą odłączyć się od rosyjskiego gazu do października 2027 r., ale tylko w najlepszym scenariuszu. Już najbliższą zimą przewiduje poważne napięcia, awaryjne zakupy spotowe i szok cenowy, który mógłby zachwiać nowym rządem w Budapeszcie.

Gazowy szantaż jako narzędzie polityki

Moskwa ma w ręku jeszcze jeden atut, bo dostawy może wstrzymać w każdej chwili pod dowolnym pretekstem. Groźby tego rodzaju padały już wobec Armenii, gdy ta zbliżała się do Unii, a wcześniej doświadczyły ich Białoruś, Ukraina, Mołdawia i częściowo Polska. Utrata Viktora Orbána, który po 16 latach stracił władzę, była dla Kremla bolesnym ciosem, a zima z zimnymi kaloryferami mogłaby pomóc prorosyjskim siłom w odzyskaniu wpływów.

Dla Polski to scenariusz, w którym polityka miesza się z twardym biznesem. Przesył gazu na Węgry oznaczałby przychody dla Gaz-Systemu, wyższe wykorzystanie terminali i mocniejszą pozycję Warszawy w regionie. Wymagałby jednak rezerwacji przepustowości i kontraktów, o które Budapeszt do tej pory się nie starał. Groźba zakręcenia kurka ze Wschodu może się jednak okazać skuteczniejszym handlowcem niż wszystkie dotychczasowe oferty.

NAJNOWSZE

WYBRANE DLA CIEBIE

W tym tygodniu o tym się mówi