Napisz do nas

Więcej niż podatek. Jak podwyżka opłat od wygranych zmieni polski rynek gier od nowego roku

Kiedy pojawiła się pierwsza prasowa wzmianka, że od 2026 roku podatek od wygranych w grach hazardowych pójdzie w górę, wielu graczy poczuło lekkie ukłucie zaskoczenia. Nie dlatego, że zmiany w podatkach to coś niespotykanego. Bardziej dlatego, że tego typu informacja dociera zwykle w momencie najmniej oczekiwanym – trochę jak decyzja o zmianie zasad gry dokładnie wtedy, gdy człowiek już zdążył wejść w rytm. I od razu pojawia się pytanie: co to właściwie oznacza dla zwykłego gracza? Nie dla kogoś, kto traktuje hazard jak zawód, ale dla tej ogromnej większości, która gra kilka razy w roku, z ciekawości, dla zabawy, z odrobiną marzenia w tle.

- Reklama -

Planowana stawka ma wzrosnąć z 10 do 15 procent. Na papierze to tylko pięć punktów różnicy, nic dramatycznego. W praktyce jednak robi się z tego historia dużo bardziej osobista. Bo gdy wygrana, która jeszcze przed chwilą była czystą radością, nagle kurczy się o kilkaset złotych – to boli bardziej, niż by się mogło wydawać. Ktoś wygra 10 000 zł? Dziś dostanie 9 000 zł. Za niecały rok – 8 500 zł. Ta różnica czuje się sama: weekendowy wypad, drobna inwestycja w dom, prezent, który miał sprawić komuś frajdę. Niby niewielkie rzeczy, a jednak znaczące.

Przy tej okazji wraca temat wypłaty nagród i tego, jak działają  wypłacalne kasyna internetowe. Coraz częściej słychać, że gracze chcą wiedzieć nie tylko, ile „wygrali”, lecz ile realnie zobaczą na swoim koncie. To różnica między teorią a praktyką, która przy wyższej stawce podatku stanie się mocniej odczuwalna. Nic dziwnego, że operatorzy loterii, konkursów i gier promocyjnych już dziś zmieniają ton komunikacji – informacja o kwocie netto przestaje być dodatkiem, a zaczyna być podstawą.

Zresztą emocje, które wzbudza podatek od wygranej, mają swoje źródło w czymś o wiele głębszym. Wygrana to moment oderwania od codzienności. To ten błysk w oku, gdy człowiek przez chwilę pozwala sobie na odrobinę luksusu w wyobraźni. Nie traktujemy tego jak klasycznego dochodu, który trzeba rozliczyć. Bardziej jak nagły przypływ szczęścia, który po prostu „się należy”. I dlatego zderzenie z rzeczywistością podatkową tak wielu osobom psuje humor. Nikt w tej chwili nie myśli jak księgowy.

Państwo patrzy na to zupełnie inaczej. Z perspektywy rządu, podatek od nagród był od lat wyjątkowo niski, a sektor rozrywkowy – w tym gry hazardowe – rozwija się na tyle dynamicznie, że zmiana wydaje się logiczna. Argumentacja brzmi: jeśli to forma przychodu, to powinna być opodatkowana podobnie jak inne okazjonalne dochody. Nie chodzi o karanie graczy, lecz o dostosowanie systemu do skali rynku. Na poziomie tabel i rozporządzeń wszystko wygląda racjonalnie.

- Reklama -

Ale eksperci, którzy śledzą zachowania uczestników rynku, mają swoje obawy. Ostrzegają, że wzrost obciążeń może pchnąć część osób w stronę szarej strefy. To nie pierwszy raz, gdy regulacja – choć stworzona z myślą o porządku – może doprowadzić do zwiększenia chaosu. Historia hazardu w Polsce pokazuje, że gracze szybko uczą się omijać niewygodne zasady, jeśli uznają, że „legalne nie opłaca się już tak bardzo”. Problem w tym, że w nieuregulowanej przestrzeni nie ma żadnej gwarancji: ani wypłaty, ani ochrony danych, ani bezpieczeństwa.

Do tego dochodzi psychologia grania. Nikt nie zaczyna gry od kalkulacji podatkowej. Jeśli już coś wygrywamy, to zazwyczaj dopiero wtedy przypominamy sobie, że trzeba oddać część państwu. Podwyżka do 15 procent sprawi, że pytanie o podatek będzie pojawiało się wcześniej, może nawet na etapie decyzji o udziale. To delikatne przesunięcie, ale wpływa na cały rytuał związany z wygraną. Zamiast prostego „może dziś szczęście dopisze”, pojawia się chłodne „a ile z tego zostanie?”.

Patrząc szerzej, zmiana podatku otwiera pole do refleksji nad tym, czym właściwie jest wygrana w sensie kulturowym. Czy to nagroda za ryzyko? Czy jednorazowy zysk, który powinien być traktowany jak każdy inny dochód? A może coś na tyle wyjątkowego, że powinno się go rozliczać inaczej? W wielu krajach europejskich stosuje się odmienne zasady, ale kierunek przez ostatnie lata jest podobny – standaryzacja, porządkowanie wyjątków, większa spójność systemu.

Najlepiej jednak oddają to liczby. 100 000 zł wygranej oznaczało dotąd 90 000 zł „na rękę”. Po planowanej zmianie – 85 000 zł. Kwota 10 000 zł zamieni się w 8 500 zł. Skala zależy od wygranej, ale schemat pozostaje ten sam: pięć procent mniej radości, pięć procent więcej rachunków.

Czy ta zmiana odbierze komukolwiek przyjemność wygranej? Raczej nie. Wygrana pozostaje wygraną – z całym jej urokiem, nieprzewidywalnością i emocjami. Ale będzie to radość nieco inaczej uniesiona, bardziej świadoma, odrobinę spokojniejsza. Taka, która od początku zakłada, że część szczęścia zostaje w budżecie państwa.

- Reklama -

I może właśnie o to chodzi: aby ta zmiana przestała być zaskoczeniem. Gdy gracz wie, czego się spodziewać, nie ma miejsca na ten moment rozczarowania po pierwszym spojrzeniu na kwotę netto. A jeśli już mamy wchodzić w nowy rok z nową stawką podatku, lepiej mieć świadomość, że nie jest to tylko kolejny numer w ustawie, lecz zmiana, która dotknie nas na poziomie bardzo ludzkim – na styku radości, oczekiwań i codziennej ekonomii.

NAJNOWSZE

WYBRANE DLA CIEBIE

W tym tygodniu o tym się mówi