Ceny ropy w nadchodzących miesiącach będą w dużym stopniu wynikiem decyzji administracji Donalda Trumpa. Z niepokojem na rozwój sytuacja patrzą w szczególności przedstawiciele firm transportowych, zastanawiając się: liczyć na stabilność cen czy lepiej tankować na zapas?
Najpierw Wenezuela, a teraz Iran – na polskich stacjach paliw „strategia rakiety i piórka”
Administracja USA otworzyła nowy rozdział w relacjach z Wenezuelą, przejmując kontrolę nad eksploatacją jej ropy i zapowiadając sprzedaż surowca oraz modernizację infrastruktury z udziałem amerykańskich firm. Już w styczniu przeprowadzono pierwszą transakcję na nowych zasadach o wartości ok. 500 mln dolarów. Plany te budzą jednak ostrożność branży wynikającą z niepewności prawnej i braku jasnych zasad komercyjnych. Biały Dom przekonuje, że przejęcie kontroli nad wenezuelską ropą ma ustabilizować rynek, eksperci wskazują na ryzyko odwrotnego efektu. Wenezuela ma największe potwierdzone zasoby tego surowca na świecie, ale jej sektor wydobywczy jest mocno zdegradowany.
Nowym, eskalującym czynnikiem niepewności staje się sytuacja w Iranie. Konflikt militarny lub nawet same zakłócenia transportu przez Cieśninę Ormuz (przepływa tam ok. 20% światowego handlu ropą), mogłyby podbić ceny nawet bez realnego spadku podaży. Pokazała to reakcja rynku w czerwcu 2025 r. Po izraelskich uderzeniach na cele w Iranie notowania ropy wzrosły w krótkim czasie o kilka–kilkanaście procent, odzwierciedlając tzw. premię geopolityczną i zmienności rynku. Nawet bez faktycznego spadku podaży sama niepewność może krótkoterminowo windować ceny lub zwiększać jej wahania.
– Niepewność na światowych rynkach to poważny czynnik ryzyka dla polskich firm transportowych. Niestety realia są takie, że spadki cen ropy do Polski docierają z opóźnieniem, za to wzrosty przenoszą się na ceny paliw szybciej. Na globalnych rynkach jest na to nawet specjalne określenie, nazywane strategią „rockets and feathers” (rakiety i piórka). Chodzi o to, że ceny paliw „wystrzeliwują jak rakieta”, gdy ropa drożeje, ale „opadają jak piórko”, gdy tanieje. Przedsiębiorcy, dla których diesel jest poważnym kosztem powinni śledzić sytuację na świecie i mieć płynne środki, żeby reagować na szybko zmieniającą się sytuację – mówi Wojciech Miklaszewski z Finea, która się specjalizuje w finansowaniu TSL.
Przy 15% podwyżki za diesla 5 tys. litrów paliwa „wyparuje” z baków pojazdów średniej firmy
Konflikt na Bliskim Wschodzie, wojna na Ukrainie, interwencja w Wenezueli, a teraz sytuacja w Zatoce Perskiej – każdy z tych czynników może znacząco podbić ceny. W dodatku Międzynarodowa Agencja Energetyczna zrewidowała prognozy dotyczące „szybkiego szczytu popytu” na ropę. Nowe szacunki wskazują, że zapotrzebowanie pozostanie wysokie przez dłuższy czas.
– Wysoki popyt, spadek wydobycia czy utrudnienia w transporcie podniosą ceny. Niestety sytuacje, które wydają się globalną i odległą makroekonomią bardzo szybko mogą przełożyć się na spadek przychodów polskich przewoźników – ocenia Wojciech Miklaszewski z Finea. – Wzrost kosztów oleju napędowego np. o 15 procent to dodatkowe wydatki rzędu 15 – 20 tysięcy złotych miesięcznie w małej firmie z flotą pięciu pojazdów. W średniej firmie z dziesięcioma pojazdami wzrost przekroczy 30 tysięcy złotych – to ponad 5 000 litrów paliwa, które mogą „wyparować” z baku każdego miesiąca. Dla przewoźników jeżdżących na niskich marżach oznacza to realny wzrost kosztów działalności i spadek rentowności – wylicza ekspert Finea.
Zabezpieczyć środki już dziś
Obawy o bezpieczeństwo transportu surowca i jego koszty mogą utrzymać ceny na wyższym poziomie przez jakiś czas. Koszt oleju może zmieniać się z dnia na tydzień. W obliczu rosnącej niepewności kluczowa staje się płynność finansowa. Przedsiębiorstwa powinny już dziś zabezpieczyć środki na ewentualny nagły skok cen.
– Firmy działające „po kosztach”, bez odpowiedniej marży, w momencie wzrostu cen paliw mogą szybko znaleźć się na granicy opłacalności. Problemy będą miały także te, które godzą się na 2-3 miesiące oczekiwania na zapłatę faktury. Średni czas oczekiwania na przelew zapisany na fakturze to ponad 21 dni wg danych Faktura.pl, ta branża na przelew czeka najdłużej w gospodarce. Dla sytuacji globalnej i cen ropy to dużo czasu, wiele może się zmienić. Przewoźnik może zobaczyć w telewizji wojnę w Iranie, a na dystrybutorze wzrost cen ropy, ale nie będzie mógł nic z tym zrobić, bo przelew za fakturę dostanie dopiero za miesiąc. Dlatego trzeba te terminy skracać – komentuje Wojciech Miklaszewski z Finea
Dla polskich przewoźników najważniejsze jest zachować elastyczność finansową i zabezpieczyć środki na wypadek skoków cen diesla. Firmy, które zadbają o płynność i rozważą alternatywne modele finansowania, będą miały przewagę.
Prognozy dla 2026 roku: stabilizacja czy gwałtowne wzrosty?
Analitycy wskazują, że w 2026 r. tempo wzrostu podaży ropy będzie wyraźnie wyższe niż wzrost popytu – według prognoz IEA globalna produkcja może zwiększyć się o ok. 2,5 mln baryłek dziennie, podczas gdy przyrost konsumpcji będzie znacznie mniejszy, co oznacza narastanie nadwyżki na rynku i presję na ceny. W rezultacie banki inwestycyjne szacują, że notowania surowca typu Brent mogą w 2026 r. utrzymywać się w przedziale ok. 55–60 USD za baryłkę. Rynek ropy wchodzi więc w 2026 rok z nietypową mieszanką: nadziei na korzystne ceny związane z dużą podażą i obawami o sytuację w Iranie. Warto jednak pamiętać, że jeśli ceny globalne spadną, trzeba będzie poczekać, aż to przełoży się na krajowe realia, natomiast wzrosty poszybują, jak rakieta – bardzo szybko.
