W sieci sklepów Dino znów wrze. Tym razem chodzi o monitoring wizyjny i sposób jego wykorzystywania wobec pracowników. Jak informuje Związkowcy z OPZZ Konfederacja Pracy twierdzą, że kamery w sklepach mają służyć nie tylko bezpieczeństwu, ale także kontroli tempa i jakości pracy zatrudnionych.
Według relacji związkowców do placówek mają trafiać zdjęcia z monitoringu z komentarzami dotyczącymi wydajności konkretnych osób. Chodzi m.in. o ocenę tego, jak szybko wykładany jest towar na półki. W ocenie przedstawicieli pracowników może to naruszać przepisy prawa pracy, które jasno określają, że monitoring w miejscu pracy może być stosowany w celu zapewnienia bezpieczeństwa pracowników lub ochrony mienia, a nie do bieżącej oceny efektywności.
Spór o kamery to kolejny rozdział konfliktu między częścią załogi a zarządem jednej z największych sieci handlowych w Polsce. Dino Polska na koniec 2023 r. zatrudniało ponad 40 tys. osób i prowadziło ponad 2 tys. sklepów w całym kraju. Firma jest jednym z liderów rynku spożywczego, a jej przychody liczone są w dziesiątkach miliardów złotych rocznie. Tym większe emocje budzą doniesienia o warunkach pracy w sklepach i magazynach.
Związkowcy wskazują również na rosnącą presję na pracowników i braki kadrowe. Według wcześniejszych informacji Money.pl w 2023 r. z Dino odeszło prawie 11 tys. pracowników. Wysoka rotacja ma iść w parze z podnoszeniem norm wydajności oraz nieprzedłużaniem części umów, co w praktyce oznacza większe obciążenie dla tych, którzy zostają.
Sprawą warunków pracy w Dino zajmowała się już Państwowa Inspekcja Pracy. Kontrole dotyczyły m.in. kwestii BHP oraz organizacji pracy. Związkowcy zapowiadają kolejne kroki prawne i nie wykluczają zawiadomień do prokuratury, jeśli ich zdaniem dojdzie do naruszenia przepisów o ochronie danych osobowych i praw pracowniczych.
W tle pojawia się ryzyko eskalacji konfliktu. Przedstawiciele związków zawodowych sygnalizują możliwość protestów, a nawet strajku, jeśli zarząd nie zmieni podejścia do monitoringu i organizacji pracy. Dla Dino, które przez lata budowało wizerunek stabilnego pracodawcy w mniejszych miejscowościach, byłby to poważny wizerunkowy cios.
Jeśli zarzuty się potwierdzą, konsekwencje mogą być dotkliwe – od kar finansowych po dalsze zaostrzenie relacji z załogą. Dla zwykłego klienta może to oznaczać nie tylko napiętą atmosferę w sklepach, ale także ryzyko braków kadrowych, kolejek i utrudnień w codziennych zakupach.
