Blokada cieśniny Ormuz zaczyna zmieniać globalną mapę energetyczną. Kraje Zatoki Perskiej rozważają budowę nowych rurociągów i korytarzy transportowych, które pozwolą uniezależnić eksport ropy od tego kluczowego szlaku.
To reakcja na trwający konflikt na Bliskim Wschodzie. Przez Ormuz przed wojną przepływało około 20 mln baryłek ropy dziennie, czyli znacząca część światowych dostaw. Obecne alternatywy nie są w stanie zastąpić tej skali.
Najważniejszą rolę odgrywa dziś saudyjski rurociąg East-West, który osiągnął maksymalną przepustowość 7 mln baryłek dziennie. Do tego dochodzi infrastruktura w ZEA o wydajności do 1,8 mln baryłek dziennie. Łącznie to jednak mniej niż połowa wcześniejszego przepływu przez Ormuz.
Dlatego państwa regionu szukają nowych rozwiązań. W grze są nie tylko rurociągi, ale też kolejowe i drogowe korytarze transportowe, które miałyby przenieść eksport surowców na inne trasy.
Jednym z kluczowych projektów jest korytarz IMEC, który ma połączyć Indie z Europą przez Bliski Wschód. Trasa mogłaby prowadzić przez Arabię Saudyjską aż do portów nad Morzem Śródziemnym, choć wyzwaniem pozostaje kwestia udziału Izraela.
Równolegle Arabia Saudyjska analizuje rozbudowę istniejącej infrastruktury lub budowę nowych rurociągów, które pozwoliłyby przekierować większą część produkcji – sięgającej 10,2 mln baryłek dziennie.
W grę wchodzą także bardziej złożone projekty międzynarodowe, np. przez Irak i Jordanię. Ich koszt może sięgnąć nawet 15-20 mld dolarów.
źródło: jpost.com, cnbc.com
