Napisz do nas

Czy Polska wyjdzie z ETS? Jest jeden haczyk

Debata wokół unijnego systemu handlu emisjami (ETS) ponownie nabiera tempa. W Polsce coraz częściej pojawiają się głosy, że mechanizm odpowiada za wysokie rachunki za prąd i ciepło. Niektórzy politycy idą jeszcze dalej, sugerując nawet wyjście z systemu. Problem w tym, że takie rozwiązanie w praktyce jest nierealne.

- Reklama -

W ostatnich dniach temat podgrzały wypowiedzi polityków. Poseł PiS Jacek Sasin zapowiedział przygotowanie projektu ustawy mającej wycofać przepisy wdrażające ETS. Z kolei prezydent Karol Nawrocki skierował do premiera Donalda Tuska list, w którym ostro krytykuje system, wskazując na jego negatywny wpływ na gospodarkę i konkurencyjność Europy.

Zdaniem prezydenta unijna polityka klimatyczna prowadzi m.in. do przenoszenia produkcji poza UE oraz wzrostu kosztów energii, co uderza w przemysł i miejsca pracy. W jego ocenie po dwóch dekadach działania system nie przyniósł oczekiwanych efektów w skali globalnej.

ETS funkcjonuje w Unii Europejskiej od 2005 roku i obejmuje największe źródła emisji, takie jak energetyka czy przemysł ciężki. Mechanizm polega na tym, że firmy muszą płacić za emisję CO₂, a liczba dostępnych uprawnień jest stopniowo ograniczana. W efekcie emisje stają się coraz droższe, co ma zachęcać do inwestowania w czyste technologie.

W praktyce jednak dla krajów takich jak Polska, gdzie energetyka wciąż opiera się na węglu, oznacza to wzrost kosztów produkcji energii. To właśnie dlatego system stał się jednym z głównych tematów politycznych sporów.

- Reklama -

Komisja Europejska nie pozostawia jednak wątpliwości. Bruksela podkreśla, że ETS to kluczowe narzędzie walki ze zmianą klimatu i nie planuje jego likwidacji, nawet mimo rosnącej presji ze strony części państw członkowskich. Zamiast tego zachęca rządy do łagodzenia skutków wysokich cen energii poprzez działania krajowe, np. obniżki podatków czy wsparcie dla odbiorców.

W polskiej debacie często pomijany jest jeden kluczowy fakt – nie istnieje procedura wyjścia z ETS bez opuszczenia Unii Europejskiej. System jest integralną częścią unijnego prawa, a jego jednostronne zignorowanie oznaczałoby poważny konflikt z Brukselą i ryzyko wysokich kar.

Eksperci zwracają też uwagę, że obarczanie ETS pełną odpowiedzialnością za drożyznę jest uproszczeniem. Na ceny energii wpływają również globalne ceny surowców, struktura krajowej energetyki, koszty inwestycji oraz polityka państwa.

Co więcej, Polska jest jednym z największych beneficjentów systemu. W ostatnich latach do budżetu trafiły z tego tytułu dziesiątki miliardów euro. Problemem pozostaje jednak sposób wykorzystania tych środków – tylko część została przeznaczona bezpośrednio na transformację energetyczną.

Coraz częściej mówi się więc nie o likwidacji ETS, ale o jego reformie. Wśród propozycji pojawiają się m.in. ograniczenie spekulacji na rynku uprawnień, większe wsparcie dla przemysłu czy mechanizmy stabilizujące ceny CO₂.

- Reklama -

Kierunek zmian w Unii pozostaje jednak jasny – dalsze ograniczanie emisji i odchodzenie od paliw kopalnych. Dlatego pytanie nie brzmi już, czy Polska wyjdzie z ETS, ale jak poradzi sobie z jego skutkami i czy lepiej wykorzysta dostępne środki.

źródło: ekologia.pl

NAJNOWSZE

WYBRANE DLA CIEBIE

W tym tygodniu o tym się mówi