Pół miliona Francuzów wyszło na ulice. Płonęły ratusze i sklepy

Płonące samochody przy placu Republiki, splądrowane sklepy na bulwarze Magenta i pożar w ratuszu w Limoges. Francja przeżyła w piątek dzień protestów, których skali nie widziano od czasów żółtych kamizelek. Według ministerstwa spraw wewnętrznych na ulice wyszło 500 tys. osób, a organizujący protesty związek CGT mówił nawet o 800 tys. W samym Paryżu, jak podaje bankier.pl za PAP, demonstrowało 110 tys. ludzi.

- Reklama -

Od pokojowego marszu do szturmu na ratusze

Protesty, zapowiadane od tygodni w mediach społecznościowych, połączyły licealistów, związki zawodowe i aktywistów. Demonstranci wymieniali jednym tchem ceny energii, rozdźwięk między kosztami życia a płacami oraz zaniedbane szpitale i szkoły. W wielu miastach pokojowe marsze przerodziły się jednak w zamieszki. W Marsylii grupa demonstrantów na krótko wtargnęła do ratusza, w Lille sforsowano wejścia do magistratu i zdewastowano pomieszczenia, a w Bordeaux zaatakowano siedzibę prefektury.

W Lyonie splądrowano i podpalono oddział biura turystyki, w Limoges wybuchł pożar w zaatakowanym wcześniej ratuszu, a z Tuluzy, Besançon, Rouen, Nicei, Calais i Angers napływały doniesienia o grabieżach sklepów. Paryska prokuratura poinformowała o 195 zatrzymanych, w tym 13 nieletnich. Dziennikarze BFMTV i dziennika Le Monde przyznawali, że podobnych scen wcześniej nie widzieli.

Benzyna droższa o euro, cierpliwość się skończyła

Skalę frustracji dobrze oddaje wypowiedź 27-letniego Hugo, który mówił PAP, że cały naród jest wściekły. Jak wyliczał, benzyna podrożała od czasów żółtych kamizelek z około 1,5 euro do mniej więcej 2,5 euro za litr, a protesty to jego zdaniem dopiero początek. Globalny kryzys naftowy, który wywindował ceny paliw w całej Europie, we Francji trafił na grunt społecznego gniewu tlącego się od lat.

Prezydent Emmanuel Macron napisał w serwisie X, że we Francji nie ma miejsca na przemoc, a sprawcy zostaną ukarani. Premier Sébastien Lecornu uznał pokojowe protesty za dopuszczalne, ale podpalenia i grabieże nazwał niedopuszczalnymi i oskarżył część sił politycznych o traktowanie przemocy jako rozgrzewki przed wyborami prezydenckimi. Minister spraw wewnętrznych Laurent Nunez winił za eskalację skrajną lewicę, a lider LFI Jean-Luc Mélenchon odpowiadał, że to błędy w dowodzeniu policją umożliwiły chaos. CGT ogłosiła, że polityczną odpowiedzialność za wzrost przemocy ponosi rząd, i zapowiedziała strajki na 3 listopada.

Portugalia rozbija namioty na placach

Gniew na drożyznę nie ogranicza się do Francji. W największych miastach Portugalii protestowały w ostatnich dniach dziesiątki tysięcy osób. Największą demonstrację w centrum Lizbony zorganizowała konfederacja związkowa CGTP, a kilkutysięczne protesty przeszły przez Porto, Coimbrę i Funchal na Maderze. Wieczorami protestujący zaczęli rozbijać namioty na placu Rossio w Lizbonie i placu Jana I w Porto, mimo braku zezwoleń na obozowiska.

Chcesz częściej widzieć treści BNBN w Google?Dodaj nas do ulubionych źródeł

Tło jest podobne jak nad Sekwaną. Ceny żywności i paliw wzrosły w Portugalii w ciągu roku średnio o 15 proc., głównie przez kryzys bliskowschodni, a czynsze podskoczyły o ponad 10 proc. W Lizbonie i Porto średnia stawka najmu sięga 18 do 25 euro za metr kwadratowy, co przy lokalnych pensjach oznacza, że mieszkanie pochłania większość wypłaty. Tłum skandował hasła o podniesieniu pensji i o życiu, które jest za drogie. W Porto protest okupacyjny trwa od ponad tygodnia, a przy czwartkowym usuwaniu namiotów rannych zostało około 40 osób.

Drożyzna staje się tematem politycznym całej Europy

Dla rynków i rządów gniew ulicy to sygnał ostrzegawczy. Protesty podnoszą presję na kosztowne tarcze i dopłaty w momencie, gdy budżety państw są napięte, a Bruksela wymaga redukcji deficytów. Francuski rząd zapowiada, że nie ustąpi pod presją, ale listopadowe strajki pokażą, czy związki zawodowe zdołają utrzymać mobilizację.

- Reklama -

Polska obserwuje te wydarzenia z pozycji kraju, który na razie kupił spokój społeczny cenami maksymalnymi paliw i mrożeniem cen energii. Doświadczenie Francji pokazuje, że rachunek za drożyznę i tak w końcu trafia do polityków, a jego wysokość rośnie z każdym miesiącem zwlekania.

NAJNOWSZE

WYBRANE DLA CIEBIE

W tym tygodniu o tym się mówi