Brytyjski dziennik o końcu taniej pracy w Polsce. Warszawa przebiła Rzym i Lizbonę

Przez trzy dekady zachodnie koncerny przyjeżdżały nad Wisłę po jedno: tanich i dobrze wykształconych pracowników. Ten rozdział właśnie się zamyka. Jak pisze brytyjski „The Guardian”, którego analizę przytacza money.pl, Polska przestała być rezerwuarem taniej siły roboczej, a jej dalszy wzrost zależy już od produktywności i innowacji. Polska gospodarka przekroczyła w ubiegłym roku wartość biliona dolarów i należy do 20 największych na świecie.

- Reklama -

Kierunek migracji się odwrócił

Najbardziej wymownym dowodem zmiany są ruchy migracyjne. Od 2021 r., gdy w życie wszedł brexit, z Wielkiej Brytanii wyjechało około dwa razy więcej Polaków, niż do niej przybyło. W 2024 r. po raz pierwszy więcej cudzoziemców przeprowadziło się z Niemiec do Polski niż w odwrotnym kierunku. Zagraniczne media piszą wprost o trwałym odwróceniu drenażu mózgów.

Za powrotami stoją liczby. W połowie lat 90. dochody Polaków sięgały około 40 proc. średniej unijnej, w ubiegłym roku było to już 81 proc. Po wyłączeniu eksporterów ropy i centrów finansowych to najszybszy proces konwergencji na świecie. Prognozy MFW wskazują, że polski PKB na mieszkańca wkrótce przebije poziom Japonii i Hiszpanii.

Pensje w górę o 120 procent

Przeciętne miesięczne wynagrodzenie wzrosło od 2004 r. ponad trzykrotnie i wyniosło w ubiegłym roku 8904 zł. Jeszcze szybciej bogaciła się stolica. Pensje netto w Warszawie wzrosły od 2016 r. o 120 proc. i przewyższają już średnie zarobki w Rzymie i Lizbonie. Przeciętny koszt pracy, czyli płaca z podatkami, sięga w Polsce 19,10 euro za godzinę, wciąż około połowy stawek niemieckich i francuskich, ale różnica topnieje z każdym rokiem.

Rosnąca zamożność ma też ciemniejszą stronę. Napływ globalnego kapitału wywindował ceny w dużych miastach, kolacja dla dwojga w Warszawie kosztuje więcej niż w Tokio, a cena cappuccino podwoiła się w kilka lat. Polska pozostaje przy tym jednym z krajów o najwyższych nierównościach dochodowych w Europie, a drożyzna wypycha mniej zamożnych mieszkańców z centrów miast.

Brzoska: przewaga taniej pracy już nie wróci

Cytowany przez money.pl założyciel InPostu Rafał Brzoska przekonuje, że następny etap rozwoju zależy bardziej od produktywności niż od dalszego doganiania Zachodu. Jego zdaniem Polska nie ma już przewagi taniej siły roboczej i potrzebuje lepszych technologii, mądrzejszych regulacji oraz tańszej energii.

O zmianie pokoleniowej mówi współtwórca sukcesu CD Projekt Red Michał Nowakowski, który wspomina silne poczucie niższości z przełomu wieków i zaznacza, że młodzi wchodzący dziś na rynek pracy już go nie znają. Wiceszef MSZ Marcin Bosacki zestawia obecną Polskę z latami 80., gdy po masło i mięso stało się godzinami w kolejkach.

Chcesz częściej widzieć treści BNBN w Google?Dodaj nas do ulubionych źródeł

Od montowni do centrum innowacji

Atuty na kolejną dekadę są policzalne. Polscy uczniowie plasują się w ścisłej europejskiej i światowej czołówce badań PISA z matematyki, a odsetek dorosłych z wyższym wykształceniem jest wyższy niż w Niemczech. Startuje też fundusz o wartości miliarda dolarów, który ma wspierać technologiczne startupy i spółki rozwijające sztuczną inteligencję.

- Reklama -

Stawka jest jasno zdefiniowana. Dotychczasowy model, w którym Polska była montownią Europy, wyczerpuje swoje możliwości, bo koszty pracy rosną szybciej niż u zachodnich sąsiadów. O tym, czy dochody dogonią resztę kontynentu, zdecydują inwestycje w kapitał ludzki i nowe technologie, a nie kolejne hale produkcyjne stawiane pod granicą.

Dla zagranicznych inwestorów zmiana ma bardzo praktyczny wymiar. Model biznesowy oparty wyłącznie na niższych kosztach pracy traci rację bytu, bo przewaga nad Niemcami i Francją kurczy się z roku na rok, a konkurencję o pracownika wygrywają firmy oferujące coś więcej niż pensję. To samo dotyczy polskich eksporterów, którzy przez dekady wygrywali ceną, a teraz muszą szukać marży w jakości, marce i technologii.

W tej układance rośnie też znaczenie pracowników z zagranicy, bo odwrócenie migracji oznacza, że Polska z kraju wysyłającego ręce do pracy staje się krajem, który je przyciąga. To zmiana, która jeszcze w momencie wejścia Polski do Unii Europejskiej wydawała się odległa o całe pokolenie.

NAJNOWSZE

WYBRANE DLA CIEBIE

W tym tygodniu o tym się mówi