Na pomostach Radolfzell i Reichenau cumy wiszą w powietrzu, a promy stoją przy nabrzeżach, bo nie mają jak bezpiecznie dobić do portów. Jezioro Bodeńskie, trzeci co do wielkości akwen Europy Zachodniej i rezerwuar wody pitnej dla milionów Niemców, przeżywa bezprecedensowo suchy rok. W poniedziałek po południu wodowskaz w Konstancji pokazał 248 cm, podczas gdy wieloletnia średnia dla początku października to 356 cm, o czym pisze money.pl.
Ponad metr poniżej normy
Jeszcze w niedzielę w południe poziom wynosił 250 cm i systematycznie opada. Rzeczniczka miejskich zakładów komunalnych w Konstancji Teresa Gärtner przyznała, że obecny stan wody jest zdecydowanie nietypowo niski, a tegoroczne letnie minimum nie ma precedensu w historii pomiarów. Brakujący metr wody oznacza odsłonięte dna zatok, wyschnięte trzcinowiska i pomosty kończące się nad kamieniami zamiast nad wodą.
Przyczyny kumulowały się od miesięcy. Lato przyniosło długotrwałą suszę i ekstremalne upały sięgające 40 stopni Celsjusza, które nasiliły parowanie z ogromnej tafli jeziora. Kluczowy okazał się jednak deficyt śniegu w Alpach minionej zimy. Alpejski Ren, główny dopływ zasilający akwen, prowadzi przez to znacznie mniej wody niż zwykle o tej porze roku.
Promy stanęły, rozkłady się sypią
Najszybciej skutki odczuła żegluga. Operator Bodensee-Schiffsbetriebe całkowicie zawiesił rejsy po zachodniej części akwenu, zwanej Untersee, bo przy portach w Radolfzell, Iznang, Mannenbach i na wyspie Reichenau nie da się bezpiecznie cumować. Na pozostałych trasach rozkładowych pasażerowie muszą liczyć się z opóźnieniami i ograniczeniami kursów. Dla regionu, który żyje z turystyki przez cały rok, odwołane rejsy oznaczają wymierne straty hoteli, restauracji i przewoźników.
| Poziom Jeziora Bodeńskiego | Stan | Skala |
|---|---|---|
| Średnia wieloletnia dla początku października | 356 cm | |
| Niedziela, godz. 12 | 250 cm | |
| Poniedziałek po południu | 248 cm |
Źródło: money.pl na podstawie pomiarów wodowskazu w Konstancji
Zobacz również:
BIZNES · 06.10.2026Niemiecki gigant nie dostanie 116 mln zł od Polski. Zdecydowała BrukselaNiski Ren to problem całej gospodarki
Susza nie zatrzymała się na brzegach jeziora. Podobny stres hydrologiczny dotknął Ren, najważniejszą arterię transportową niemieckiego przemysłu, którą płyną chemikalia, paliwa, węgiel i rudy dla zakładów w Zagłębiu Ruhry oraz fabryk w Nadrenii. Jak podaje money.pl, niski stan rzeki zakłóca logistykę barek i łańcuchy dostaw surowców, a armatorzy odwołali część komercyjnych rejsów wycieczkowych w całym kraju.
Barki przy niskiej wodzie mogą zabierać tylko część ładunku, co winduje stawki frachtu i koszty produkcji. Niemiecka gospodarka zna ten scenariusz z lat 2018 i 2022, gdy niski Ren odejmował wyraźny ułamek kwartalnego wzrostu PKB. Dla polskich firm, dla których Niemcy pozostają największym partnerem handlowym, oznacza to ryzyko opóźnień dostaw komponentów i wyższych kosztów u zachodnich kontrahentów. Problemy tamtejszego przemysłu z reguły szybko przenoszą się na polskich poddostawców, zwłaszcza w motoryzacji i chemii.
Chcesz częściej widzieć treści BNBN w Google?Dodaj nas do ulubionych źródeł
Woda wróci najwcześniej wiosną
Prognozy nie zapowiadają szybkiej poprawy. Klimatolog Karsten Brandt ocenia, że przy sprzyjających opadach jesienią oraz mokrej i łagodnej zimie Jezioro Bodeńskie może odzyskać wystarczający poziom wody w marcu 2027 r. Do tego czasu region musi nauczyć się żyć z odsłoniętymi plażami i ograniczoną żeglugą, a przemysł nad Renem z kalkulowaniem każdego rejsu barki.
Tegoroczna susza wpisuje się w serię ekstremów pogodowych, które coraz mocniej ciążą niemieckiej gospodarce, zmagającej się równocześnie z drogą energią i słabym popytem przemysłowym. Dla ubezpieczycieli, przewoźników i producentów po obu stronach Odry to sygnał, że ryzyko klimatyczne przestało być abstrakcją z raportów, a stało się pozycją w rachunku kosztów.
Niemiecka gospodarka zna już ten rachunek
Skutki niskiej wody na Renie można policzyć na podstawie poprzednich epizodów. Podczas rekordowej suszy w 2018 r. chemiczny koncern BASF szacował swoje straty związane z ograniczeniami żeglugi na około 250 mln euro, bo barki nie były w stanie dowozić surowców do flagowego kompleksu w Ludwigshafen. Ekonomiści oceniali wówczas, że problemy z transportem rzecznym odjęły niemieckiej gospodarce wymierną część kwartalnego wzrostu. Podobny scenariusz powtórzył się w 2022 r., gdy dopłaty za niską wodę podbiły stawki frachtu kilkukrotnie.
Od tamtych doświadczeń część przemysłu inwestuje w barki o mniejszym zanurzeniu i przenosi ładunki na kolej, ale przepustowość torów nie jest w stanie zastąpić rzeki, którą w normalnych warunkach płynie znacząca część surowców dla niemieckich zakładów. Jeśli prognoza o powrocie wody dopiero wiosną się potwierdzi, jesień i zima będą dla logistyki za Odrą okresem podwyższonych kosztów, których część zapłacą także polscy kooperanci i konsumenci kupujący niemieckie produkty.
