Przez lata europejscy producenci samochodów ścigali się na coraz większe i coraz droższe SUV-y, zostawiając segment najtańszych aut odłogiem. Paryski salon samochodowy pokazał, że ta strategia właśnie trafia do kosza. Jak pisze money.pl za dziennikiem „Die Welt”, koncerny ze Starego Kontynentu masowo wracają do małych, tanich aut miejskich, bo tylko tak mogą odeprzeć ofensywę chińskich marek. Zainteresowanie klientów przerosło oczekiwania, choć niskie ceny mocno uwierają marże producentów.
Powrót legendy i kolejka po nowe Polo
Gwiazdą paryskiej wystawy został Citroën, który zaprezentował elektryczną wersję kultowego modelu 2CV z ceną bazową od 15 tys. euro. Szef marki Xavier Chardon uprzedza, że średnia cena transakcyjna będzie wyraźnie wyższa, bo klienci dobierają pakiety wyposażenia. Nowy mały model pokazał też Smart.
Największe liczby należą jednak do Volkswagena, który przedstawił serię małych elektryków, w tym nowe Polo. Prezes koncernu Oliver Blume poinformował o 150 tys. zamówień zebranych tuż po rynkowym debiucie miejskich modeli, co oznacza wielomiesięczne terminy oczekiwania. Tanie Volkswageny będą powstawać w Hiszpanii, a nie w Niemczech, bo tylko tam rachunek kosztów w ogóle się spina.
Milion klientów zniknął z rynku
Skalę zaniedbania segmentu pokazują wyliczenia szefa Stellantisa Antonio Filosy. Europejski rynek sprzedaje rocznie około 3 mln aut mniej niż przed 2020 r., a mniej więcej 1 mln z tej luki przypada na najtańsze pojazdy. W czasie pandemii producenci skupili się na dochodowych modelach premium i sprzedaż nigdy nie wróciła do dawnych poziomów, bo klientów o chudszych portfelach po prostu nie miało co obsłużyć.
W powstałą wyrwę weszli Chińczycy. Ekspert firmy doradczej EY Constantin Gall zwraca uwagę, że poniżej progu 25 tys. euro europejskich producentów praktycznie nie ma, podczas gdy chińscy dostawcy oferują w tych cenach elektryki z przyzwoitą technologią. Efekty widać w danych EY: udział chińskich marek w niemieckim rynku aut elektrycznych wzrósł w ciągu roku z 8,5 proc. do 12,1 proc.
Bruksela stawia szlaban, Chery protestuje
Unia Europejska próbuje kupić swoim producentom czas. Wprowadzone limity importu chińskich aut hybrydowych wynoszą obecnie 350 tys. sztuk rocznie. Globalny dyrektor marketingu chińskiego Chery Aaron Zheng skrytykował te działania, przekonując, że Europa się izoluje, a koszty ostatecznie poniosą klienci.
Partner EY Jan Sieper ocenia, że europejscy producenci właśnie nadrabiają zaległości małymi modelami, a liczby zamówień rosną. Problemem pozostaje rentowność, bo wysokie koszty baterii i wydatki na rozwój sprawiają, że na tanim elektryku trudno zarobić, a większe akumulatory i mocniejsze silniki windują ceny końcowe.
Chcesz częściej widzieć treści BNBN w Google?Dodaj nas do ulubionych źródeł
Dobra wiadomość dla polskich kierowców
Wyścig na tanie elektryki to dobra wiadomość także dla polskiego rynku, na którym cena pozostaje główną barierą elektromobilności. Jeśli europejscy producenci dowiozą obietnice cenowe z paryskiego salonu, kierowcy po raz pierwszy od lat dostaną realny wybór między tanim autem chińskim a europejskim. O tym, kto wygra ten pojedynek, zdecydują nie deklaracje prezesów, lecz ceny w salonach i realne terminy dostaw.
Unijny limit importu chińskich hybryd pokazuje przy tym, że Bruksela nie zamierza czekać, aż rodzimi producenci sami odrobią zaległości. Kontyngent na poziomie 350 tys. aut rocznie daje europejskim koncernom parasol ochronny, ale jego skuteczność będzie malała wraz z uruchamianiem chińskich fabryk na terenie samej Europy, bo samochód wyprodukowany na kontynencie limitom importowym już nie podlega.
Prawdziwym testem nowej strategii będzie rentowność. Tanie auto elektryczne to najtrudniejszy produkt w całej branży, bo bateria pochłania dużą część kosztów, a klient segmentu budżetowego nie zapłaci za prestiż marki. Jeśli europejskim koncernom uda się zarabiać na małych elektrykach produkowanych w Hiszpanii czy innych tańszych lokalizacjach, odzyskają segment, który same porzuciły. Jeśli nie, paryskie premiery przejdą do historii jako efektowny, lecz spóźniony kontratak.

