Wystąpienie Donalda Trumpa ponownie wywołało niepokój na rynkach. Prezydent USA stwierdził, że cieśnina Ormuz „otworzy się sama”, nie przedstawiając żadnego konkretnego planu rozwiązania kryzysu.
To właśnie te słowa najbardziej zaniepokoiły inwestorów. Przez Ormuz przepływa około 20 proc. światowych dostaw ropy, a jego blokada już teraz destabilizuje globalne rynki energii.
Trump przekonywał, że Stany Zjednoczone są w niewielkim stopniu zależne od tego szlaku i mają własne zasoby. Jednocześnie zasugerował, że to inne kraje powinny wziąć odpowiedzialność za bezpieczeństwo cieśniny.
Prezydent argumentował, że Iran będzie zmuszony do ponownego otwarcia szlaku, by odbudować swoją gospodarkę. Problem w tym, że – jak podkreślają eksperci – nie ma obecnie żadnych oznak porozumienia ani rozmów pokojowych.
Reakcja rynków była natychmiastowa. Kontrakty na S&P 500 spadły nawet o 1 proc., Nasdaq o ok. 0,9 proc., a Dow Jones o 0,6 proc.. Jednocześnie ceny ropy, które już wcześniej przekraczały 105 dolarów za baryłkę, zaczęły rosnąć jeszcze szybciej.
Niepokój widać także na rynku obligacji. Rentowności krótkoterminowych papierów skarbowych w USA wyraźnie wzrosły od początku konfliktu, a inwestorzy zaczęli ponownie brać pod uwagę podwyżki stóp procentowych zamiast wcześniejszych oczekiwań na ich obniżki.
Pod presją znalazły się również ryzykowne aktywa. Bitcoin, który wcześniej rósł w nadziei na szybkie zakończenie wojny, zaczął tracić po przemówieniu Trumpa.
Konflikt trwa już ponad miesiąc i nadal nie widać przełomu. Choć pojawiają się inicjatywy pokojowe, brak konkretnych ustaleń sprawia, że rynki zaczynają wyceniać scenariusz długotrwałego kryzysu.
Ekonomiści ostrzegają, że ropa może utrzymywać się blisko 100 dolarów za baryłkę nawet do końca roku, co może przełożyć się na wyższą inflację i spowolnienie gospodarcze.
źródło: nytimes.com, finance.yahoo.com
