Na scenie Krakowskiego Parku Technologicznego 6 października zasiedli prezesi najgłośniejszych polskich firm kosmicznych, a wśród słuchaczy był minister finansów i gospodarki Andrzej Domański. Okazją do spotkania była inauguracja pierwszego polskiego funduszu kosmicznego. #SpaceTech Fund, tworzony przez Bank Gospodarstwa Krajowego i spółkę Vinci, ma do dyspozycji 500 mln zł. Jak podaje bankier.pl, pieniądze trafią do 15 do 20 wzrostowych spółek technologicznych, a pojedynczy projekt może liczyć na maksymalnie 100 mln zł.
Deklarowanym celem funduszu jest budowa suwerenności technologicznej Polski i zatrzymanie kluczowych innowacji w kraju. To odpowiedź na doświadczenie sprzed lat, gdy polscy founderzy musieli szukać kapitału za granicą. Prezes i współzałożyciel ICEYE Rafał Modrzewski przypominał podczas debaty, że 12 lat temu pozyskanie finansowania w Polsce graniczyło z cudem, więc jego firma rozwinęła się dzięki inwestorom z Finlandii i Doliny Krzemowej.
Publiczne złotówki zwracają się wielokrotnie
Uczestnicy krakowskiej debaty przekonywali, że państwowy kapitał w sektorze kosmicznym to nie dotacja, lecz inwestycja. Agencja Rozwoju Przemysłu weszła do Creotech Instruments w latach 2014 do 2015 przy wycenie około 35 do 40 mln zł, a dziś spółki grupy są warte na giełdzie ponad 350 mln zł i zatrudniają 400 specjalistów. Prezes Creotech Grzegorz Brona szacuje, że każda złotówka Skarbu Państwa zwróciła się lub zwróci dziesięciokrotnie, wliczając wzrost wyceny i podatki.
Podobne wyliczenia przedstawiali pozostali goście. BGK zainwestował w ICEYE za pośrednictwem Vinci dwa lata temu i według deklaracji z debaty wartość tego zaangażowania wzrosła niemal dziesięciokrotnie. W Scanway fundusz związany z Dolnośląskim Inkubatorem oraz Quinta Ventures zainwestowały w latach 2017 do 2018 łącznie 2,6 mln zł przy wycenie 5 mln zł, a wartość tej inwestycji urosła 35-krotnie. Trzeba przy tym pamiętać, że to deklaracje samych zainteresowanych, których nikt niezależnie nie audytował.
| Spółka | Deklarowany wzrost wartości inwestycji | Skala |
|---|---|---|
| Scanway | 35-krotny | |
| Creotech (inwestycja ARP) | ok. 10-krotny | |
| ICEYE (inwestycja BGK przez Vinci) | ok. 10-krotny w 2 lata |
Źródło: deklaracje prezesów spółek podczas debaty, za bankier.pl
Zobacz również:
TECHNOLOGIE · 10.10.2026Co trzecia mała firma działa bez narzędzi cyfrowych. Rząd szykuje plan ratunkowyWojsko i zagranica napędzają zamówienia
Za wycenami stoją realne kontrakty. Creotech realizuje dla Wojska Polskiego wart 500 mln zł projekt Mikroglob, obejmujący cztery satelity obserwacji optycznej wraz z segmentem naziemnym. Ostatni satelita trafił na orbitę na początku października, a system przesłał już pierwsze operacyjne zdjęcia Los Angeles i Chin. Spółka przygotowuje też biura we Francji i w Niemczech.
Chcesz częściej widzieć treści BNBN w Google?Dodaj nas do ulubionych źródeł
ICEYE dysponuje konstelacją ponad 80 satelitów radarowych, zatrudnia ponad 500 osób i jest w pełni dochodowe, a jego przychody liczone są w dziesiątkach milionów euro. Sybilla Technologies dostarcza dane o bezpieczeństwie kosmicznym ministerstwom obrony Wielkiej Brytanii, Australii i Indii oraz negocjuje z niemiecką agencją kosmiczną budowę podobnego systemu. „Kto pierwszy dopłynie do nowego kontynentu, ten odnajdzie złoto i postawi tam swoją flagę”, mówił Modrzewski.
Giełda już wyceniła kosmiczne ambicje
Inwestorzy indywidualni od dawna nie traktują sektora jak ciekawostki. Według notowań przytaczanych przez bankier.pl akcje Scanway kosztowały 9 października 318 zł, a Creotech 853 zł. Wiceprezes Liftero Przemysław Dróżdż argumentował, że europejski dostawca daje klientom gwarancję, iż nikt zza oceanu nie odetnie ich od danych ani infrastruktury, a Polska mogłaby w dużej mierze złożyć satelitę z rodzimych komponentów.
Dla polskiej gospodarki sektor kosmiczny staje się więc czymś więcej niż prestiżowym dodatkiem. Pół miliarda złotych z publicznego funduszu ma przyspieszyć moment, w którym w Unii Europejskiej powstaną trzy duże centra zarządzania przestrzenią kosmiczną, a jedno z nich, o co zabiega Sybilla Technologies, mogłoby do 2030 r. trafić do Polski. W grze są kontrakty obronne, miejsca pracy dla inżynierów i podatki od spółek, które jeszcze dekadę temu musiały emigrować po kapitał.
