Urzędnicze pensje rosną szybciej od inflacji. Na szczycie średnia przekracza 24 tys. zł

Praca w administracji rządowej wciąż kojarzy się wielu Polakom z okienkiem i skromną pensją, ale najnowsze dane pokazują zupełnie inny obraz. Z opublikowanego właśnie sprawozdania Szefa Służby Cywilnej za 2025 r., które opisuje money.pl, wynika, że przeciętne wynagrodzenie w korpusie służby cywilnej wyniosło 12 347 zł brutto miesięcznie. Na wyższych stanowiskach średnia przekroczyła 24,6 tys. zł, a między najlepiej i najsłabiej opłacanymi grupami urzędników różnica sięga ponad 16 tys. zł miesięcznie.

- Reklama -

Drabina płac jest stroma jak w korporacji

Sprawozdanie rozbija wynagrodzenia na poszczególne szczeble. Osoby na wyższych stanowiskach, czyli dyrektorzy generalni urzędów, dyrektorzy departamentów i ich zastępcy, zarabiały średnio 24 629 zł brutto. Średni szczebel zarządzania to 16 280 zł, a stanowiska koordynujące 16 278 zł. Urzędnicy na stanowiskach samodzielnych otrzymywali przeciętnie 13 716 zł, specjaliści 10 477 zł, a pracownicy na stanowiskach wspierających 8212 zł.

Średnie miesięczne wynagrodzenie brutto w służbie cywilnej w 2025 r.

wyższe stanowiska: 24 629 zł

średni szczebel zarządzania: 16 280 zł

stanowiska samodzielne: 13 716 zł

specjaliści: 10 477 zł

stanowiska wspierające: 8212 zł

Źródło: Sprawozdanie Szefa Służby Cywilnej za 2025 r.

Najwięcej płaci kancelaria premiera, najmniej powiaty

Różnice widać także między instytucjami. Najwyższe średnie wynagrodzenia odnotowano w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, gdzie sięgają one około 17,8 tys. zł brutto. W ministerstwach przeciętna pensja to 15 928 zł, a w Krajowej Administracji Skarbowej 13 795 zł. Na drugim biegunie znalazła się powiatowa administracja zespolona ze średnią 8067 zł oraz komendy policji, gdzie cywilni pracownicy zarabiają przeciętnie około 7,5 tys. zł brutto. W praktyce oznacza to, że urzędnik w warszawskiej centrali może zarabiać dwa razy więcej niż osoba na podobnym stanowisku w powiecie.

- Reklama -

Podwyżki wyraźnie wyprzedziły inflację

W 2025 r. wynagrodzenia w służbie cywilnej wzrosły nominalnie o 8,9 proc., co po uwzględnieniu inflacji dało realny wzrost o 5,3 proc. To tempo wyższe niż w wielu branżach sektora prywatnego, w których ubiegłoroczne podwyżki ledwie rekompensowały wzrost cen. Państwo płaci lepiej także dlatego, że musi: przez lata administracja przegrywała walkę o specjalistów od IT, zamówień publicznych czy funduszy unijnych z firmami oferującymi znacznie wyższe stawki.

Chcesz częściej widzieć treści BNBN w Google?Dodaj nas do ulubionych źródeł

Efekty widać w statystykach stabilności zatrudnienia. Fluktuacja kadr wyniosła 5,5 proc. i była najniższa od dekady. W korpusie pracowało 123 201 osób, o 1,4 proc. więcej niż rok wcześniej, a kobiety stanowiły 74 proc. zatrudnionych. Niepokoić może struktura wiekowa: osoby do 29. roku życia to zaledwie 5,7 proc. korpusu, co oznacza, że administracja przyciąga młodych słabiej niż kiedykolwiek i za kilkanaście lat stanie przed problemem luki pokoleniowej.

Państwowa pensja przestała być synonimem wyrzeczeń

Za średnimi kryje się rosnąca profesjonalizacja centralnych urzędów. Administracja rekrutuje dziś prawników od zamówień publicznych, analityków danych, specjalistów od cyberbezpieczeństwa i rozliczania funduszy unijnych, a więc kompetencje, za które rynek każe sobie słono płacić. W warszawskich centralach stawki dla takich ekspertów musiały urosnąć, bo alternatywą był stały odpływ kadr do kancelarii i korporacji.

Jednocześnie sprawozdanie rozbraja stereotyp jednolicie przepłacanej biurokracji. Pracownik na stanowisku wspierającym z pensją 8212 zł brutto i urzędnik powiatowej administracji zespolonej ze średnią 8067 zł zarabiają trzykrotnie mniej niż osoby z dyrektorskich szczytów korpusu. Rozpiętość płac w państwowych strukturach zaczyna przypominać tę znaną z dużych prywatnych organizacji, z tą różnicą, że o podwyżkach na dole decyduje sztywny budżet, a nie wynik firmy.

Realny wzrost o 5,3 proc. oznacza, że urzędnicze pensje odrobiły z nawiązką inflacyjne straty z lat, w których zamrożone fundusze płac wypychały ludzi z administracji. Stabilizacja kadr, widoczna w rekordowo niskiej fluktuacji, jest z punktu widzenia państwa wartością, bo doświadczonego urzędnika od zamówień czy kontroli nie da się zastąpić w kilka tygodni, a konkurencja o specjalistów z sektorem prywatnym nie zniknie po jednym dobrym roku podwyżek.

Rachunek za stabilność zapłacą podatnicy

Dla rynku pracy rosnące urzędnicze pensje to sygnał, że sektor publiczny na dobre włączył się do konkurencji o pracowników i nie zamierza z niej rezygnować. Dla budżetu państwa oznacza to jednak trwałe zwiększenie wydatków sztywnych, które trudno będzie ograniczyć w czasach zaciskania pasa. Fundusz wynagrodzeń służby cywilnej rośnie równolegle z rekordowymi kosztami obsługi długu i wydatkami na obronność, a każda kolejna podwyżka w administracji staje się argumentem w sporze o to, na co naprawdę stać państwo, które w przyszłym roku czeka kampania wyborcza.

NAJNOWSZE

WYBRANE DLA CIEBIE

W tym tygodniu o tym się mówi