Sytuacja na Bliskim Wschodzie niespodziewanie się odwróciła. Donald Trump zgodził się na dwutygodniowy rozejm z Iranem, tuż przed upływem ultimatum dotyczącego Cieśniny Ormuz.
Jeszcze kilka godzin wcześniej napięcie było skrajne. Prezydent USA groził Iranowi masowymi uderzeniami w infrastrukturę cywilną, jeśli cieśnina nie zostanie ponownie otwarta. W mediach społecznościowych pisał nawet o możliwym „zniszczeniu cywilizacji”.
Ostre słowa padły także ze strony papieża Leona XIV, który zdecydowanie potępił groźby uderzeń w cele cywilne, wskazując na ich sprzeczność z prawem międzynarodowym.
Równie stanowczo zareagował Iran. Teheran oskarżył Trumpa o naruszenie prawa międzynarodowego i próbę eskalacji konfliktu, a sprawa trafiła na forum ONZ.
Przełom nastąpił w ostatniej chwili. Na mniej niż dwie godziny przed wyznaczonym terminem ogłoszono porozumienie o rozejmie, wynegocjowane przy udziale Pakistanu. Według dostępnych informacji Iran przedstawił plan pokojowy, który został uznany za możliwy do realizacji.
Kulisy rozmów pokazują, jak blisko było eskalacji. Pentagon miał być w stanie najwyższej gotowości, a scenariusz uderzeń na Iran był już przygotowany. Równolegle trwały intensywne, nieformalne negocjacje, w które zaangażowani byli m.in. mediatorzy z Pakistanu, Egiptu i Turcji.
Kluczową rolę po stronie Iranu miał odegrać najwyższy przywódca Modżtaba Chamenei. To jego zgoda na rozmowy miała otworzyć drogę do porozumienia, które jeszcze wcześniej wydawało się nierealne.
Ostatecznie decyzja zapadła dosłownie w ostatnich minutach. Kilka chwil po ogłoszeniu rozejmu amerykańskie wojska otrzymały rozkaz wstrzymania operacji.
Na razie rozejm ma obowiązywać przez dwa tygodnie. To czas, który może zdecydować o dalszym kierunku konfliktu.
źródło: apnews.com
