Wyniki wyborów na Węgrzech wywołały gwałtowne reakcje za granicą. Po zwycięstwie partii TISZA i porażce Viktora Orbána pojawiły się skrajne komentarze o „upadku kraju” i „śmierci Europy”.
Brytyjski skrajnie prawicowy aktywista Tommy Robinson napisał w mediach społecznościowych, że „Węgry upadły”, a zwycięstwo ugrupowania Petera Magyara oznacza początek zmian podobnych do tych, jakie zaszły w dużych miastach Europy Zachodniej. Dodał także, że „śmierć Europy się rozprzestrzenia”.
Na jego wpis zareagował Kirył Dmitrijew, rosyjski biznesmen i bliski współpracownik Władimira Putina. Stwierdził, że wynik wyborów „przyspieszy upadek Unii Europejskiej”, sugerując, że zmiana władzy w Budapeszcie będzie miała konsekwencje dla całej wspólnoty. Zapowiedział też, że efekty będą widoczne w najbliższych miesiącach.
Wybory na Węgrzech zakończyły się zdecydowanym zwycięstwem TISZY. Partia zdobyła 138 mandatów w 199-osobowym parlamencie, co daje jej większość konstytucyjną. Dotychczas rządzący Fidesz Viktora Orbána ma uzyskać około 55 miejsc, a ugrupowanie Mi Hazank – 6.
Rezultat oznacza koniec wieloletnich rządów Orbána, który sprawował władzę przez ponad dekadę. Zmiana została szeroko skomentowana także w europejskich mediach. Część z nich wskazuje, że Bruksela może zyskać bardziej przewidywalnego partnera, a decyzje blokowane dotąd przez Budapeszt – np. wsparcie dla Ukrainy – mogą zostać odblokowane.
Z kolei Rosja i środowiska prorosyjskie postrzegają wynik wyborów jako stratę wpływów w Unii Europejskiej. Porażka Orbána, uznawanego za jednego z najbliższych partnerów Kremla w UE, jest dla Moskwy wyraźnym ciosem.
źródło: interia
