Klient zamawiający kebaba widzi obracający się rożen i kawałki mięsa, ale nie ma pojęcia, co dokładnie trafiło na szpikulec, zanim dotarł on do lokalu. Prześwietliła to Inspekcja Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych, która wzięła pod lupę 8 zakładów produkujących mięso do kebabów. Wyniki opublikowane 20 września nie napawają optymizmem.
Nieprawidłowości stwierdzono u 4 producentów, czyli dokładnie u połowy skontrolowanych firm. Jak opisuje dlahandlu.pl, w 3 próbkach inspektorzy wykryli niezadeklarowane na etykiecie mięso drobiowe, a w 1 próbce mięso bawoła wodnego, o którym konsument nie miał prawa wiedzieć.
Na etykietach więcej fantazji niż faktów
Problemem okazało się także samo oznakowanie. Zastrzeżenia dotyczyły 5 z 8 zbadanych partii, co oznacza, że błędy pojawiły się w 62,5 proc. przypadków. Inspekcja wskazała na stosowanie niepełnej lub niewłaściwej nazwy środka spożywczego oraz braki w wykazie składników.
Zdarzały się też fałszywe deklaracje dotyczące pochodzenia surowca. Jedna z partii miała na etykiecie oznaczenie wskazujące na Polskę i Wielką Brytanię, choć mięso pochodziło wyłącznie z Polski. Dla kupującego to sygnał, że deklaracjom na opakowaniach nie zawsze można ufać.
Chcesz częściej widzieć treści BNBN w Google?Dodaj nas do ulubionych źródeł
Zobacz również:
BIZNES · 20.09.2026E-TOLL przestaje obowiązywać część kierowców. Kto się nie upomni, straci pieniądze z kontaWagi bez legalizacji i firmy poza rejestrem
Kontrola wykazała również uchybienia formalne. Jeden z producentów korzystał z przyrządów pomiarowych bez ważnej legalizacji, a 2 zakłady w ogóle nie zgłosiły prowadzonej działalności właściwym organom. Wobec firm łamiących przepisy IJHARS zastosowała sankcje przewidziane w obowiązujących regulacjach.
Ustalenia inspekcji nie oznaczają, że każdy kebab w Polsce powstaje z podejrzanego surowca. Pokazują jednak, że w części zakładów między zawartością etykiety a zawartością rożna istnieje różnica, której klient sam nie jest w stanie wychwycić.
