Do zdobycia kopii paszportów i historii przelewów klientów jednego z największych fintechów w Europie nie było potrzebne żadne włamanie. Wystarczył e-mail wysłany z prawdziwej domeny instytucji państwowej. Jak podaje biznesinfo.pl, nieuprawniona osoba uzyskała w ten sposób dostęp do wrażliwych danych części klientów Revoluta.
Fałszywe żądania z prawdziwej domeny
Według ustaleń serwisu oszust wykorzystał adres e-mail znajdujący się w domenie prawdziwej instytucji państwowej i za jego pośrednictwem przesyłał fałszywe żądania dotyczące danych klientów. Posługiwał się przy tym prawidłowymi danymi uwierzytelniającymi, więc z perspektywy firmy wnioski wyglądały jak zwykła korespondencja urzędowa. To nie był klasyczny atak hakerski na systemy, lecz wyrafinowana socjotechnika.
Po wykryciu incydentu Revolut zablokował podejrzany adres, powiadomił samą instytucję, organy ścigania, UODO oraz regulatorów rynku. Firma skontaktowała się też bezpośrednio z poszkodowanymi.
Chcesz częściej widzieć treści BNBN w Google?Dodaj nas do ulubionych źródeł
Zobacz również:
TECHNOLOGIE · 11.09.2026Apple pokazał pierwszy składany iPhone. Za model Duo trzeba dać co najmniej 1999 dolarówPaszporty, selfie z weryfikacji i historia bitcoinów
Zakres ujawnionych informacji jest szeroki. W ręce oszusta trafiły daty urodzenia, adresy pocztowe i e-mailowe oraz numery telefonów, a także kopie paszportów i praw jazdy, zdjęcia z weryfikacji tożsamości, wyciągi z rachunków i historia transakcji. U części użytkowników ujawniono również numery IBAN, rejestry wypłat oraz historię operacji na bitcoinie. Biometryczne dane twarzy pozostały bezpieczne.
Skala niejasna, cel mógł być wybrany nieprzypadkowo
Revolut określa skalę incydentu jako ograniczoną, ale nie ujawnia, ilu klientów dokładnie dotyczy naruszenie. Z informacji biznesinfo.pl wynika, że atak mógł być wymierzony w zamożniejszych użytkowników. Firma zapewnia, że jej systemy oraz środki klientów pozostają bezpieczne, a incydent ograniczył się do danych przekazanych w odpowiedzi na fałszywe żądania.
