Klient przy sklepowej ladzie widzi elegancką etykietę: ser owczo-kozi, dojrzewający, z tradycją. Laboratorium widzi coś innego. Inspekcja Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych sprawdziła sery sprzedawane w 60 sklepach i, jak pisze dlahandlu.pl, wyniki nie napawają optymizmem. Nieprawidłowości wykryto w 46,7 proc. skontrolowanych placówek, a w jednym z serów opisanych jako owczo-kozi badania wykazały DNA krowy.
Laboratoria zakwestionowały co ósmą partię
Kontrola IJHARS objęła szeroki asortyment: sery dojrzewające i niedojrzewające, pakowane i sprzedawane luzem, produkty zagraniczne, wyroby z unijnymi oznaczeniami ChNP i ChOG oraz sery z mleka koziego i owczego. Do badań laboratoryjnych trafiło 148 partii, z których zakwestionowano 19, czyli 12,8 proc.
Zastrzeżenia dotyczyły przede wszystkim składu. Inspektorzy stwierdzali zawyżoną albo zaniżoną zawartość soli, tłuszczu i białka w stosunku do deklaracji na opakowaniu. W jednym z produktów wykryto niedeklarowany kwas sorbowy i sorbiniany, czyli konserwanty, o których producent nie poinformował na etykiecie. Najgłośniejszym przypadkiem pozostaje jednak ser sprzedawany jako owczo-kozi, w którym badania genetyczne ujawniły domieszkę mleka krowiego.
Chcesz częściej widzieć treści BNBN w Google?Dodaj nas do ulubionych źródeł
| Kontrola serów IJHARS | Wynik |
|---|---|
| Skontrolowane sklepy | 60 |
| Sklepy z nieprawidłowościami | 46,7 proc. |
| Partie zakwestionowane w laboratorium | 19 ze 148 (12,8 proc.) |
| Partie z błędami w oznakowaniu | 50 ze 156 (32,1 proc.) |
Zobacz również:
BIZNES · 11.09.2026Koniec wojny w imperium Solorza. Rodzina zawarła ugodę kończącą wszystkie sporyCo trzecia partia ze źle opisaną etykietą
Osobnym problemem okazało się oznakowanie. Spośród 156 sprawdzonych pod tym kątem partii błędy stwierdzono w 50, czyli w 32,1 proc. Chodziło między innymi o nieprawidłowe informacje o wartości odżywczej, błędy w terminach przydatności do spożycia oraz brak oznakowania w języku polskim na produktach z importu.
Inspektorzy wskazywali też na rozbieżności między składem deklarowanym na opakowaniu a rzeczywistym. Dla kupujących oznacza to prostą lekcję: nawet elegancka etykieta nie zwalnia z czytania jej ze zrozumieniem, a deklaracje producentów bywają weryfikowane dopiero w laboratorium.
