Za metką popularnych sieciówek Reserved i Sinsay ciągnie się właśnie spór, którego korzenie sięgają momentu, gdy LPP wycofywało się z Rosji. Producenci odzieży z Bangladeszu twierdzą, że gdański gigant nie zapłacił im za dostawy, i skierowali sprawę do sądu. Firma odpowiada równie stanowczo, nazywając te doniesienia dezinformacją.
Jak podaje serwis dlahandlu.pl, powołując się na bangladeski dziennik „The Business Standard”, tamtejsi producenci domagają się zapłaty za nieopłacone dostawy przeznaczone pierwotnie na rynek rosyjski. W tle jest list LPP z 30 lipca, w którym spółka miała wstrzymać zamówienia z Bangladeszu. To właśnie ten dokument rozpalił konflikt.
Rosyjski cień sprzed czterech lat
Aby zrozumieć spór, trzeba cofnąć się do 2022 roku. To wtedy LPP, w reakcji na inwazję Rosji na Ukrainę, wyszło z tamtejszego rynku, sprzedając swój rosyjski biznes spółce FES. Zgodnie ze stanowiskiem LPP nabywca działa od tego czasu samodzielnie i sam ponosi pełną odpowiedzialność za swoje zobowiązania.
Problem w tym, że część towarów szytych w Bangladeszu była produkowana właśnie na rosyjskie zamówienia, za które płacić miał już nowy właściciel. Gdy pieniądze nie dotarły, spór o rosyjskie kontrakty przeniósł się na azjatyckie fabryki, choć rosyjskiej działalności LPP formalnie pozbyło się lata temu. To pokazuje, jak długi cień potrafi rzucać jedna transakcja.
Zobacz również:
BIZNES · 04.08.2026Amerykańska legenda stacji paliw wchodzi do Polski. Pierwszy szyld stanie przy S8Miliard sto milionów strat na rosyjskim wyjściu
Skalę problemu widać w księgach samego LPP. Spółka zaksięgowała odpis aktualizujący w wysokości 1,1 mld zł, będący stratą związaną z rosyjską transakcją, między innymi z powodu tego, że FES nie uregulowało należności wobec polskiej firmy. Innymi słowy, na wyjściu z Rosji stracił nie tylko dostawca w Dhace, ale i sam gdański koncern.
Chcesz częściej widzieć treści BNBN w Google?Dodaj nas do ulubionych źródełTa liczba tłumaczy, dlaczego LPP tak ostro odcina się od odpowiedzialności za rosyjskie długi. W narracji firmy to ona również jest stroną poszkodowaną przez niewypłacalnego nabywcę, a nie podmiotem, który zalega z płatnościami wobec kogokolwiek.
LPP: to nieprawda i dezinformacja
Spółka odrzuca oskarżenia w całości. W przesłanym stanowisku LPP zapewnia, że „na bieżąco reguluje wszystkie swoje zobowiązania wobec dostawców w Bangladeszu”. Firma podkreśla, że informacje sugerujące zaległości płatnicze są nieprawdziwe i mają, jak to ujmuje, charakter dezinformacyjny.
W tym sporze stoją więc naprzeciw siebie dwie sprzeczne wersje. Z jednej strony bangladescy producenci, którzy według „The Business Standard” poszli do sądu po pieniądze za towar powiązany z rosyjskim odbiorcą. Z drugiej polski koncern, który twierdzi, że wobec swoich dostawców jest w pełni rozliczony, a rachunki za Rosję powinny trafić pod inny adres. Rozstrzygnięcie, po której stronie leży racja, będzie należało do sądów.
