Rozkazy dla konstelacji radarowych satelitów okrążających Ziemię będą od teraz wychodzić z Warszawy. ICEYE, firma współzałożona przez Polaka Rafała Modrzewskiego i wyceniana przez inwestorów na globalnego lidera obrazowania radarowego, otworzyła w piątek w stolicy Centrum Technologii Satelitarnych. Jak pisze rp.pl, spółka zapowiada, że do końca 2028 r. zainwestuje w Polsce ponad 120 mln zł.
Z Warszawy widać każdą orbitę
Nowy obiekt to nie kolejne biuro sprzedaży, lecz operacyjne serce firmy. W warszawskim centrum ulokowano Centrum Operacji Satelitarnych, które steruje całą konstelacją ICEYE, oraz rozbudowane laboratoria do projektowania i testowania nowych rozwiązań. Stąd prowadzone będą monitorowanie i kalibracja satelitów na orbicie, rozwój oprogramowania oraz realizacja zamówień na zobrazowania radarowe dla klientów.
Kolejnym krokiem ma być strefa typu cleanroom, czyli klimatyzowane pomieszczenie o kontrolowanej czystości, w którym satelity będą montowane, integrowane i testowane. Po jej uruchomieniu Warszawa zepnie cały proces w jednym miejscu: od projektu, przez badania i rozwój, po finalną produkcję urządzeń gotowych do startu.
150 specjalistów i kontrakt z wojskiem
ICEYE zatrudnia w Polsce już ponad 150 osób, przy około 1000 pracowników na świecie, i zapowiada dalszą rekrutację. Firma ma fińskie korzenie i międzynarodowy akcjonariat, ale jej związki z Polską wykraczają poza biografię prezesa. Polskie Siły Zbrojne zamówiły 6 satelitów w programie MikroSAR, z których 4 są już na orbicie, a pierwszy od maja 2026 r. dostarcza dane Agencji Rozpoznania Geoprzestrzennego. Jak podaje rp.pl, w spółkę zainwestował też fundusz Vinci z grupy BGK, który w połowie 2025 r. wyłożył 85 mln zł, a wartość tego pakietu rok później szacowano na ponad 400 mln zł.
Kontrakt wojskowy ma przy tym dalszy ciąg, bo z sześciu zamówionych satelitów MikroSAR dwa czekają jeszcze na wyniesienie na orbitę. Docelowo własna konstelacja radarowa ma dać polskiej armii niezależny dostęp do zobrazowań bez oglądania się na sojuszników, a warszawskie centrum operacyjne będzie naturalnym zapleczem kompetencyjnym również dla tego programu.
Biznes rośnie w tempie, o jakim większość europejskich firm kosmicznych może pomarzyć. Przychody ICEYE przekroczyły w 2025 r. 250 mln euro, a tegoroczne mają być wyraźnie wyższe. Radarowe satelity SAR, które widzą powierzchnię Ziemi niezależnie od chmur i pory doby, stały się jednym z najbardziej pożądanych narzędzi wywiadowczych od czasu wojny w Ukrainie, a ich dane kupują zarówno armie, jak i ubezpieczyciele szacujący skutki katastrof naturalnych.
Zobacz również:
TECHNOLOGIE · 24.09.2026Fałszywe reklamy na Facebooku instalują groźne aplikacje. Rachunek za telefon rośnie samRadar, który widzi przez chmury, stał się towarem strategicznym
Przewaga technologii ICEYE polega na tym, że satelity z radarem z syntetyczną aperturą, w skrócie SAR, obrazują teren aktywnie, wysyłając własny sygnał radiowy, a nie biernie rejestrując światło jak klasyczne satelity optyczne. Dzięki temu dostarczają danych nocą, przez chmury i zasłonę dymną, co w zastosowaniach wojskowych bywa różnicą między wiedzą a domysłami. Firma zbudowała największą na świecie konstelację tego typu małych satelitów i sprzedaje zarówno gotowe zobrazowania, jak i całe satelity wraz z know-how.
Chcesz częściej widzieć treści BNBN w Google?Dodaj nas do ulubionych źródeł
Właśnie ten drugi model, określany jako sprzedaż zdolności satelitarnych pod klucz, uczynił z ICEYE partnera rządów. Oprócz Polski na zakupy zdecydowały się między innymi państwa wspierające Ukrainę, która od początku wojny korzysta z danych radarowych firmy. Warszawskie centrum operacji satelitarnych będzie więc obsługiwać infrastrukturę o znaczeniu wykraczającym daleko poza komercyjne kontrakty.
Polska goni kosmiczną czołówkę
Warszawska inwestycja wpisuje się w szerszy plan budowy krajowych zdolności satelitarnych. Obok zamówień w ICEYE polskie państwo kontraktuje 4 mikrosatelity w Creotechu oraz 2 duże satelity obserwacyjne w Airbusie. Jak wylicza rp.pl, do końca 2027 r. Polska może dysponować łącznie 10 operacyjnymi satelitami obserwacyjnymi.
Inwestycja ma też wymiar prestiżowy w rywalizacji europejskich stolic o przemysł kosmiczny. Centra operacji satelitarnych lokowane są zwykle tam, gdzie firma znajduje jednocześnie inżynierów, stabilne otoczenie prawne i klientów instytucjonalnych. Decyzja, by konstelacją sterować z Warszawy, a nie z Helsinek czy innego zachodnioeuropejskiego ośrodka, pokazuje, że polski rynek talentów inżynierskich przestał być jedynie zapleczem tańszych kadr, a stał się argumentem przy lokowaniu kluczowych funkcji.
Dla rodzimego rynku pracy oznacza to nową kategorię bardzo dobrze płatnych miejsc pracy: inżynierów systemów pokładowych, specjalistów od anten radarowych i analityków danych satelitarnych. Sektor, który jeszcze dekadę temu istniał w Polsce głównie na uczelniach, zaczyna wyglądać jak przemysł z prawdziwymi fabrykami, tyle że ich produkty pracują 500 km nad ziemią. Otwarte w piątek centrum jest na razie największym pojedynczym dowodem, że ten przemysł wybrał sobie Warszawę na jeden z głównych adresów.
