Trudno o bardziej wymowny sygnał zmiany niż moment, w którym o gospodarczym sukcesie sąsiada z podziwem, a nawet obawą, pisze najbardziej opiniotwórcza prasa Niemiec. Tygodnik „Die Zeit” przeanalizował dane z 97 polskich branż i doszedł do wniosku, który nad Renem brzmi jak ostrzeżenie: Polska sprzedaje światu coraz więcej tego, na czym Niemcy przestają zarabiać.
Punktem wyjścia analizy jest eksport. Polska należy dziś do 20 największych eksporterów na świecie, a jej sprzedaż zagraniczna, po uwzględnieniu inflacji, wzrosła od 2000 roku ponad sześciokrotnie. Niemiecki eksport urósł w tym samym czasie o trzy czwarte. Różnica w tempie jest więc nie do przeoczenia, nawet jeśli niemiecka gospodarka wciąż pozostaje znacznie większa.
Już nie drewno i ubrania, lecz maszyny i elektronika
Najciekawsza w niemieckiej analizie jest zmiana struktury tego, co Polska wysyła za granicę. Jak pisze „Die Zeit”, Polska nadal sprzedaje drewno, żywność i odzież, ale obecnie także coraz więcej maszyn, elektroniki i towarów luksusowych, a wśród nich wiele produktów, w przypadku których Niemcy tracą pozycję. Tygodnik wskazuje na konkretny przykład podwozi samochodowych, a więc na serce branży, która przez dekady była wizytówką niemieckiego przemysłu.
To przesunięcie oznacza, że polski eksport przestał konkurować wyłącznie ceną prostych towarów. Wchodzi w segmenty o wyższej wartości, gdzie do tej pory dominowali zachodni sąsiedzi, i to właśnie tam odbiera im rynek.
Zobacz również:
BIZNES · 02.07.2026Wizz Air po raz drugi próbuje podbić rynek biur podróży. Tym razem inaczejWzrost osiemnaście razy szybszy niż w Niemczech
Rozjazd między oboma krajami widać jeszcze wyraźniej w tempie wzrostu gospodarczego. W 2025 roku polski PKB zwiększył się o 3,6 proc., podczas gdy średnia dla całej Unii Europejskiej wyniosła 1,5 proc., a Niemcy urosły zaledwie o 0,2 proc. W bieżącym roku Polska ma utrzymać zbliżone tempo.
Chcesz częściej widzieć treści BNBN w Google?Dodaj nas do ulubionych źródełDo tego dochodzi wydajność. Jak zauważa „Die Zeit”, PKB liczony na godzinę pracy w Niemczech od kilku lat praktycznie stoi w miejscu, podczas gdy w Polsce ten wskaźnik rośnie wyjątkowo dynamicznie. W tempie poprawy produktywności Polska wyprzedziła więc kraj, który przez dekady był dla niej niedoścignionym wzorem.
Dwie rysy na tym obrazie: demografia i węgiel
Niemiecka analiza nie jest jednak laurką i wskazuje słabe punkty, które mogą zatrzymać polski pochód. Pierwszym jest demografia, bo na statystyczną Polkę przypada dziś zaledwie 1,14 dziecka. Tak niski wskaźnik urodzeń oznacza, że rynek pracy, który napędza wzrost, zacznie się z czasem kurczyć.
Drugą rysą jest energetyka. Nieco ponad połowa polskiej energii elektrycznej wciąż pochodzi z węgla, co w europejskich warunkach oznacza wyższe koszty i rosnącą presję klimatyczną na przemysł. To od tempa rozwiązania tych dwóch problemów zależy, czy obecna passa okaże się trwałą zmianą pozycji Polski w Europie, czy tylko wyjątkowo dobrą dekadą.
