Szef Ryanaira liczy na jeszcze droższe paliwo. Bilety u konkurencji podrożeją nawet o 20 proc.

Gdy większość szefów europejskich linii lotniczych z niepokojem patrzy na notowania ropy, Michael O’Leary mówi o nich z nieskrywaną satysfakcją. Paliwo lotnicze jest najdroższe od lat, a prezes grupy Ryanair przekonuje, że to dla jego firmy nie problem, lecz okazja. Jak pisze bankier.pl, Irlandczyk wskazuje rok 2027 jako moment, w którym presja kosztowa osiągnie apogeum i zacznie wywracać słabszych graczy.

- Reklama -

„Liczę, że ceny wzrosną, a inni upadną”

O’Leary nie owija w bawełnę. „Osobiście mam wielką nadzieję, że ceny paliwa lotniczego będą rosnąć jeszcze szybciej, bo przyspieszy to upadek innych linii lotniczych” stwierdził szef Ryanaira, cytowany przez bankier.pl. W jego ocenie rynek czeka fala konsolidacji, po której w Europie liczyć się będą tylko najwięksi. Portal fly4free.pl przytacza jego prognozę, że na placu boju zostaną cztery grupy: British Airways, Lufthansa, Air France oraz Ryanair.

Za tą pewnością siebie stoi polityka zakupowa przewoźnika. Ryanair zakontraktował około 80 proc. swoich potrzeb paliwowych do marca 2027 r. przy cenie ropy około 67 dolarów za baryłkę, o czym O’Leary informował już wiosną. Dzięki temu irlandzka grupa płaci dziś za paliwo znacznie mniej niż wynikałoby to z bieżących notowań, podczas gdy rywale, którym kończą się podobne zabezpieczenia, będą kupować je po cenach rynkowych.

Dopłaty paliwowe wrócą do biletów

Ryanair deklaruje, że nie wprowadzi osobnej dopłaty paliwowej. Zdaniem O’Leary’ego tradycyjni przewoźnicy nie będą mieli takiego komfortu. „Ryanair nie nałoży dopłaty paliwowej, ale tradycyjni przewoźnicy z pewnością zrobią to przyszłego lata” zapowiedział prezes, cytowany przez fly4free.pl. Serwis Investing.com dodaje, że w ocenie szefa Ryanaira nikt w branży nie będzie w stanie samodzielnie wziąć na siebie ciężaru wyższych cen ropy, więc koszty trafią do pasażerów.

Skala możliwych podwyżek robi wrażenie. Według O’Leary’ego bilety u konkurencji mogą latem 2027 r. podrożeć o 10 do 20 proc. Deklaracja o braku osobnej dopłaty nie oznacza przy tym, że latanie Ryanairem nie będzie droższe. Przewoźnik już wiosną szacował, że jego bilety będą w 2026 r. średnio o około 3 proc. droższe niż rok wcześniej, a rosnące koszty mogą podbijać taryfy bazowe także bez dodatkowej pozycji na rachunku.

Zabezpieczenia kończą się w marcu, a ropa gra na nerwach

Kluczowy dla całej układanki jest kalendarz. Zabezpieczenia paliwowe większości europejskich linii wygasają w perspektywie kilkunastu miesięcy, a rynek ropy pozostaje rozchwiany przez sytuację na Bliskim Wschodzie. Według danych IATA, przytaczanych przez fly4free.pl, z rejonu Zatoki Perskiej pochodzi 25 do 30 proc. paliwa lotniczego zużywanego przez europejskich przewoźników, więc każde zakłócenie dostaw z tego kierunku niemal natychmiast podnosi koszty latania.

Chcesz częściej widzieć treści BNBN w Google?Dodaj nas do ulubionych źródeł

Sam O’Leary przyznawał wiosną, że przy przedłużającym się konflikcie zagrożone może być nawet 10 do 25 proc. dostaw paliwa dla jego linii. W czwartek notowania ropy w USA spadały, a inwestorzy, jak relacjonuje bankier.pl, wyceniali szanse na deeskalację napięcia między Stanami Zjednoczonymi a Iranem. To jednak wciąż rynek, na którym jedna informacja potrafi odwrócić trend w ciągu godzin.

Dla polskich pasażerów to gra o realne pieniądze

W Polsce zapowiedzi O’Leary’ego mają szczególną wagę, bo Ryanair jest największym przewoźnikiem na polskim rynku lotniczym. Jak podaje wnp.pl, sam port Kraków-Balice, gdzie irlandzka linia utrzymuje swoją największą polską bazę z 15 samolotami i ponad 80 trasami, ma w tym roku obsłużyć około 8 mln pasażerów Ryanaira. Podwyżki cen biletów u tradycyjnych przewoźników oznaczałyby więc, że dla milionów Polaków tani irlandzki przewoźnik stanie się jeszcze bardziej bezalternatywny.

- Reklama -

Jest i druga strona medalu. Konsolidacja, na którą liczy O’Leary, w przeszłości kończyła się kasowaniem tras i ograniczaniem konkurencji na lotniskach regionalnych. Polscy pasażerowie odczuli to choćby przy okazji wrześniowych cięć siatki Wizz Aira. Jeśli scenariusz szefa Ryanaira się spełni, w 2027 r. o cenie biletu w większym stopniu niż dziś decydować będzie to, czy na danej trasie w ogóle pozostał ktoś poza zwycięzcami paliwowej wojny na przetrwanie.

NAJNOWSZE

WYBRANE DLA CIEBIE

W tym tygodniu o tym się mówi