Japońska waluta osunęła się do poziomu, którego nie widziano od czterech dekad. Kurs pary USDJPY sięgnął 162,89, ustanawiając nowy czterdziestoletni szczyt, a za tym ruchem stoją dwa zupełnie różne mechanizmy. Pierwszym jest powrót inwestorów do handlu na różnicy stóp procentowych, drugim rachunek za energię, który Tokio płaci w czasie wojny na Bliskim Wschodzie.
Powrót carry trade
Podstawowym motorem osłabienia pozostaje strategia stara jak sam rynek walutowy. Carry trade polega na pożyczaniu waluty o niemal zerowym oprocentowaniu, w tym przypadku jena, natychmiastowej wymianie jej na inną, na przykład dolara, i ulokowaniu środków tam, gdzie stopy zwrotu są wyższe. Skala tej różnicy pozostaje ogromna. Bank Japonii odszedł wprawdzie od ultraluźnej polityki i dokonał w ostatnich miesiącach pięciu podwyżek, sprowadzając stopę referencyjną do najwyższego poziomu od ponad dwudziestu lat, czyli 1 proc., lecz wciąż jest to daleko poniżej 3,75 proc. w Stanach Zjednoczonych, 4,35 proc. w Australii, 4,25 proc. w Norwegii czy 3,75 proc. w Wielkiej Brytanii.
Inflacja, która budzi niepokój
Argumentów za dalszym zacieśnianiem dostarczają oczekiwania cenowe gospodarstw domowych. Opublikowany w ubiegłym tygodniu raport kwartalny wykazał, że Japończycy spodziewają się wzrostu cen w tempie 10,8 proc. w najbliższych pięciu latach, czego badanie nie odnotowało nigdy wcześniej, choć prowadzone jest dopiero od dwudziestu lat. Wartość tę zawyża metodyka, bo prezentowana jest średnia zanieczyszczona skrajnymi wskazaniami części respondentów, a bardziej wiarygodna mediana wynosi 5 proc. i również rośnie dynamicznie. Sam odczyt inflacji pozostaje przy tym niski, bo w maju inflacja bazowa wyniosła 1,4 proc., najmniej od marca 2022 r. Zamiar kontynuowania podwyżek sygnalizował na czerwcowym posiedzeniu wiceprezes Uchida, zastępujący hospitalizowanego prezesa Uedę.
Rynek nie wierzy w zacieśnianie
Kluczowe pozostaje to, jak te deklaracje wycenia rynek. Inwestorzy spodziewają się jeszcze jednej podwyżki przed końcem roku, najprawdopodobniej w październiku, lecz nie wyceniają jej w pełni. To zaś może okazać się niewystarczające, by zatrzymać osłabienie waluty, zwłaszcza że pierwsze wystąpienia nowego prezesa Fedu Kevina Warsha doprowadziły do wyraźnego jastrzębiego przeszacowania ścieżki stóp w Stanach Zjednoczonych. W takim układzie różnica w oprocentowaniu obu walut może się nieoczekiwanie powiększyć, a to właśnie ona napędza całą strategię.
Interwencje, które nie działają
Drugim frontem obrony pozostają działania japońskich władz. Dotychczasowe próby wzmocnienia jena przez interwencje na rynku walutowym okazywały się raczej nieskuteczne, dlatego początek lipca przyniósł doniesienia o zmianie ich metodyki. Urzędnicy mają zrezygnować z dotychczasowej praktyki wcześniejszego sygnalizowania ryzyka interwencji, zamiast tego podnosząc koszty gry na spadki waluty. Porzucona ma zostać także komunikacja wskazująca konkretne poziomy kursu, przy których władze zaczynają działać. Zdaniem analityka XTB ta zmiana może mieć fundamentalne znaczenie.
Rachunek za energię
Ostatni element układanki leży poza polityką pieniężną. Wybuch wojny na Bliskim Wschodzie sprowadził ceny ropy naftowej oraz LNG do najwyższych poziomów od 2022 r., czyli od pełnoskalowego ataku Rosji na Ukrainę. Dla Japonii jest to cios wyjątkowo bolesny, ponieważ blisko 90 proc. jej zapotrzebowania energetycznego pochodzi z importu, a głównymi dostawcami w normalnych warunkach są kraje Bliskiego Wschodu. Przedłużający się brak deeskalacji w relacjach amerykańsko-irańskich oznacza więc nie tylko wzrost presji inflacyjnej, ale też ryzyko problemów z ciągłością dostaw surowców, od których zależy cała gospodarka.
