Formalnie Lululemon to wciąż jeden z najmocniejszych globalnych graczy w segmencie odzieży sportowej premium. W praktyce kanadyjska marka, która zaledwie kilka tygodni temu otworzyła pierwszy sklep w Polsce, właśnie obniżyła roczne prognozy finansowe, a na swoim najważniejszym rynku notuje spadki sprzedaży już piąty kwartał z rzędu.
Niższe prognozy mimo lepszego kwartału
Jak podaje CNBC, Lululemon obniżył prognozy finansowe na 2026 r., tłumacząc to słabszym ruchem klientów w sklepach, negatywnymi komentarzami wokół marki oraz premierami produktów, które nie przyniosły oczekiwanych efektów. Firma spodziewa się teraz rocznej sprzedaży na poziomie od 11 do 11,15 mld dolarów. To mniej niż wcześniejsza prognoza, która zakładała wynik od 11,35 do 11,50 mld dolarów. W dół poszły także przewidywania dotyczące zysku na akcję.
Co ciekawe, ostatni kwartał nie był porażką. Lululemon osiągnął 2,47 mld dolarów przychodów, czyli nieco więcej, niż zakładali analitycy. Problem polega jednak na wyraźnie słabnącej dynamice wzrostu. Słabsze mają być również wyniki bieżącego kwartału. Według nowych założeń sprzedaż ma wynieść od 2,45 do 2,48 mld dolarów, podczas gdy analitycy oczekiwali około 2,60 mld dolarów. Innymi słowy, firma radzi sobie nieco lepiej, niż przewidywano w przeszłości, ale jednocześnie tonuje oczekiwania na przyszłość.
Piąty spadkowy kwartał w Amerykach
Sednem problemu jest sytuacja na najważniejszym rynku marki, czyli w Ameryce Północnej i Południowej. To kluczowy region dla Lululemon, a jednocześnie miejsce, w którym marka notuje wyraźne osłabienie. Porównywalna sprzedaż spadła tam o 5 proc. To już piąty kwartał z rzędu zakończony spadkiem.
Pięć kolejnych słabych kwartałów na własnym, macierzystym rynku to sygnał, którego nie da się zbyć jako chwilowego wahnięcia. Wskazuje raczej na trwałą zmianę nastrojów konsumenckich albo na erozję pozycji marki w segmencie, w którym konkurencja, od Nike po mniejsze, modne brandy, jest wyjątkowo zacięta. Firma przyznaje przy tym wprost, że część najnowszych premier nie spotkała się z takim odbiorem, jakiego oczekiwano. Do tego dochodzi negatywna dyskusja wokół marki w mediach i kanałach społecznościowych.
Reszta świata rośnie, ale to nie wystarcza
Paradoksalnie poza głównym rynkiem Lululemon radzi sobie dobrze. Sprzedaż międzynarodowa wzrosła o 22 proc., a porównywalna sprzedaż poza Amerykami zwiększyła się o 13 proc. To pokazuje, że marka wciąż ma potencjał wzrostu na nowych rynkach, w tym w Europie.
Problem w tym, że dobre wyniki za granicą nie wystarczyły, by przykryć słabość w USA i Kanadzie. Region obu Ameryk odpowiada za zdecydowaną większość przychodów firmy, więc nawet dwucyfrowe wzrosty na rynkach międzynarodowych nie równoważą pięcioprocentowego spadku w sercu biznesu. To zaś tłumaczy, dlaczego mimo globalnej ekspansji firma zdecydowała się obniżyć prognozy.
Polski debiut na tle globalnych kłopotów
Cała sprawa jest szczególnie ciekawa z polskiej perspektywy, bo Lululemon zadebiutował nad Wisłą dosłownie przed chwilą. Pierwszy sklep marki w Polsce otworzył się 13 marca 2026 r., a wejście na polski rynek było częścią szerszej ekspansji w Europie, obejmującej również Grecję, Austrię i Rumunię.
Marka uchodzi za jednego z najbardziej rozpoznawalnych graczy w kategorii odzieży sportowej i lifestyle’owej. Globalna sytuacja firmy pokazuje jednak, że nawet silny brand nie jest całkowicie odporny na spadek nastrojów konsumenckich. Dla polskich klientów oznacza to wejście na rynek marki, która jednocześnie jest globalnie rozpoznawalna i mierzy się z realnym osłabieniem na swoim macierzystym rynku. Z perspektywy samej firmy europejska ekspansja, w tym polski debiut, wpisuje się w te właśnie dwucyfrowe wzrosty międzynarodowe, które mają stopniowo równoważyć słabość w obu Amerykach.
