Zakład, który przez niemal osiem dekad odbierał mleko od setek okolicznych gospodarstw i dostarczał nabiał do największych sieci handlowych, definitywnie znika z mapy. Majątek Okręgowej Spółdzielni Mleczarskiej w Prudniku trafił właśnie na sprzedaż, a syndyk wycenił go łącznie na około 12,5 mln zł. To ostatni etap likwidacji firmy, której nie udało się uratować mimo obecności na półkach Biedronki, Kauflandu czy Aldi.
Koniec zakładu działającego od 1946 roku
Sprawa dotyczy Okręgowej Spółdzielni Mleczarskiej w Prudniku w województwie opolskim. Zakład działał od 1946 r., czyli przez 77 lat, i przez dekady był ważnym odbiorcą mleka w regionie oraz producentem wyrobów, które trafiały także do dużych sieci handlowych.
Sprzedaż majątku to kolejny etap likwidacji po upadłej spółdzielni. Wcześniej syndyk szukał inwestora, który mógłby przejąć mleczarnię i wznowić produkcję, ale działalności nie udało się uratować. Wystawienie na sprzedaż nieruchomości i wyposażenia oznacza, że powrót do produkcji w dotychczasowej formule stał się nierealny. Dla miasta i regionu to koniec zakładu z długą tradycją, a dla branży mleczarskiej kolejny przykład na to, że nawet wieloletnia historia i obecność w dużych sklepach nie chronią przed skutkami zadłużenia.
Majątek wyceniony na 12,5 mln zł
Na sprzedaż trafiły dwie nieruchomości. Pierwsza to zabudowania przy ul. Prążyńskiej w Prudniku, czyli teren w centrum miasta zabudowany obiektami przemysłowymi. W tym przypadku syndyk oczekuje co najmniej 6,7 mln zł, a w kwocie tej uwzględniono również pozostałe wyposażenie i ruchomości po spółdzielni.
Osobno wystawiono kompleks poprodukcyjny w Łambinowicach. Obejmuje on ponad hektar terenu wraz z budynkami dawnego zakładu produkcyjnego, a jego wartość oszacowano na prawie 6 mln zł. Łącznie daje to około 12,5 mln zł. O wyborze nabywcy ma przesądzić przede wszystkim zaoferowana cena. Informacje o sprzedaży podał portal WP Finanse.
80 proc. produkcji szło do sieci, a i tak zabrakło płynności
Historia upadku OSM Prudnik dobrze pokazuje, jak kruchy potrafi być model oparty na dostawach do wielkiego handlu. Spółdzielnia budowała swój biznes właśnie na dużych dostawach do sieci. Szacuje się, że około 80 proc. jej wyrobów trafiało na półki takich sklepów jak Biedronka, Kaufland, Aldi czy Carrefour.
Mimo obecności w największych sieciach spółdzielnia utraciła płynność finansową, a jej długi przekroczyły 15 mln zł. To pokazuje mechanizm, w którym sprzedaż do dużych sklepów daje skalę, ale przy niskich marżach i presji cenowej nawet duży wolumen nie gwarantuje rentowności. Wystarczy wzrost kosztów energii, opóźnienia płatności albo spadek stawek, by producent działający na cienkim marginesie stracił płynność. Utrata jednego dużego kontraktu potrafi w takim modelu zachwiać całą firmą.
Skutki uderzyły w pracowników i hodowców
Upadek zakładu nie skończył się na samej spółdzielni, lecz szybko rozlał się na lokalny rynek. Po ogłoszeniu upadłości w 2023 r. pracę straciło około 50 osób, a blisko 200 hodowców zostało bez stałego odbiorcy mleka.
To pokazuje, dlaczego upadłość mleczarni jest czymś więcej niż zwykłą transakcją majątkową. Świeży surowiec musi być odbierany regularnie, więc utrata odbiorcy oznacza dla rolników nie tylko problem finansowy, ale i logistyczny. W wielu regionach zakład mleczarski jest jednym z najważniejszych ogniw lokalnego rynku rolnego, łączącym tysiące gospodarstw z siecią handlową. Gdy takie ogniwo znika, zrywają się łańcuchy dostaw, a hodowcy muszą w pośpiechu szukać nowych odbiorców. Sprzedaż majątku mleczarni z Prudnika jest więc sygnałem, że nie udało się utrzymać lokalnego elementu w łańcuchu produkcji żywności.
