Biało-niebieska ceramika w kobaltowe kropki stała się polskim towarem eksportowym, który podbił stoły od Warszawy po Tokio i Nowy Jork. Ta popularność ma jednak swoją cenę, bo słynne wyroby z Dolnego Śląska są dziś masowo kopiowane w Chinach. Jak wynika z ustaleń „Forbesa”, chińskie fabryki mogą legalnie umieszczać na kubkach, miskach i salaterkach informację, że powstały „w Bolesławcu”, i w ten sposób próbują przejąć część międzynarodowego rynku.
Skopiowane wzory, a nawet logo
Sprawa kopiowania bolesławieckiej ceramiki nie jest nowa, ale skala procederu robi wrażenie. Polscy producenci mieli interweniować w urzędach oraz ambasadach, jednak, jak podaje „Forbes”, bez skutku. W przypadku jednej z wytwórczyń doszło nawet do bezczelnego skopiowania logo, co pokazuje, że chodzi nie o luźną inspirację, lecz o świadome podszywanie się pod rozpoznawalną markę.
Efekt jest taki, że chińskie fabryki mogą dziś legalnie deklarować, że ich wyroby powstały w Bolesławcu. To próba przejęcia choćby części międzynarodowego rynku, na którym słynna biało-niebieska ceramika z Dolnego Śląska zdobyła uznanie klientów. Dla polskich producentów oznacza to podwójne zagrożenie, bo tańsze podróbki nie tylko odbierają im klientów, ale też rozmywają renomę oryginału, budowaną przez dekady.
Unijny parasol nad rzemiosłem
W obronie polskiego rzemiosła zaczynają działać przepisy. Urząd Patentowy apelował wcześniej między innymi o wystąpienie o ochronę do Unii Europejskiej. Regulacje przyjęte w grudniu ubiegłego roku obejmują ochroną między innymi wyroby ceramiczne, szklarskie, tekstylne i metalowe, a także instrumenty muzyczne.
Chodzi o produkty wyjątkowej renomy i jakości, które powstają dzięki unikatowym technologiom oraz umiejętnościom doskonalonym przez lata przez lokalnych wytwórców, jak zaznaczała ekspertka Małgorzata Szymańska-Rybak. Co istotne, ochrona daje realne narzędzia do walki z podróbkami. Producenci, którzy zarejestrują swoje wyroby, mogą między innymi żądać przed sądem nakazu zniszczenia falsyfikatów. To rozwiązanie zbliżone do tego, jakim od lat chronione są inne regionalne marki, takie jak szkło z Murano.
Prawdziwy Bolesławiec walczy o pracowników
Kopiowanie za granicą to jednak niejedyny problem bolesławieckich zakładów, bo poważniejszym wyzwaniem bywa brak rąk do pracy. Struktura zatrudnienia w branży jest niepokojąca, bo średni wiek pracowników wynosi 58 lat. Znaczną część liczącej około 1,5 tys. osób załogi stanowią kobiety, z których część już za dwa lata może przejść na emeryturę.
Utrata doświadczonej kadry jest szczególnie dotkliwa w rzemiośle opartym na ręcznej pracy. Dobrze oddaje to wypowiedź prezesa Państwowych Zakładów Ceramicznych Bolesławiec Arkadiusza Grzesikowskiego, który w „Forbesie” wskazał, że za jednego odchodzącego, doświadczonego pracownika musi przyjąć 2,5 nowego, bez doświadczenia, aby ta sama praca została wykonana. To pokazuje, że w tej branży wiedza i wprawa budowane latami są równie ważne jak sam kapitał czy maszyny.
Paradoks sukcesu, czyli renoma kontra koszty
Najbardziej uderzający w całej sprawie jest kontrast między międzynarodową sławą a finansową kondycją producentów. Fabryki w Bolesławcu pozostają na granicy rentowności, między innymi z powodu wysokich kosztów energii, gazu oraz surowca. Widać to wprost w wynikach.
Państwowe Zakłady Ceramiczne przy przychodach rzędu około 51 mln zł wykazały stratę na poziomie 0,4 mln zł. Z kolei w Spółdzielni Ceramiki Artystycznej z 61 mln zł przychodu zostało zaledwie 1,2 mln zł zysku. Innymi słowy, produkt, który zachwyca klientów na całym świecie, ledwo zarabia na siebie w miejscu, w którym powstaje. Mimo to firmy się nie poddają i zapowiadają nowe inwestycje, co pokazuje, że mimo presji kosztów i zagranicznych podróbek branża wciąż widzi dla siebie przyszłość.
