W czerwcu na europejskich drogach doszło do przełomu, który jeszcze kilka lat temu wydawał się odległy o dekadę. Po raz pierwszy w historii Unii Europejskiej sprzedaż nowych samochodów elektrycznych przewyższyła sprzedaż aut z silnikiem benzynowym. Napęd, który długo traktowano jako ciekawostkę dla zamożnych, wyprzedził w statystykach paliwo, na którym motoryzacja jeździła przez ponad sto lat.
Jak podaje money.pl, powołując się na dane Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Pojazdów, w pierwszej połowie 2026 roku udział aut elektrycznych w nowych rejestracjach w całej Unii sięgnął 20,7 proc. Za tą średnią kryje się jednak Europa dwóch prędkości, a Polska jedzie w niej zdecydowanie wolniejszym pasem.
Francja niemal podwaja, Niemcy dokładają miliardy
Motorem zmiany są największe rynki, które ruszyły z miejsca dzięki publicznym pieniądzom. We Francji sprzedaż elektryków niemal się podwoiła, w Niemczech wzrosła o trzy czwarte, a w Hiszpanii o jedną czwartą. To nie jest kwestia mody, lecz twardej zachęty finansowej wpisanej w politykę tych państw.
Rządy dokładają do zakupu auta elektrycznego kwoty, które realnie zbijają cenę z metki. Poniższe zestawienie pokazuje, jak wygląda wsparcie w wybranych krajach i dlaczego akurat tam kierowcy przesiadają się najszybciej.
| Kraj | Maksymalna dopłata |
|---|---|
| Grecja | do 9 tys. euro |
| Niemcy | do 6 tys. euro |
| Włochy (najtańsze modele) | do 5 tys. euro |
| Polska | program dopłat zakończony |
Zobacz również:
TECHNOLOGIE · 29.07.2026Twórca ChatGPT nie ma zdolności kredytowej. Za jego dług ma poręczyć NvidiaPolska jedzie pod prąd europejskiego trendu
Podczas gdy zachodnia Europa wciska pedał gazu, Polska zdejmuje nogę. Udział aut elektrycznych w nowych rejestracjach nad Wisłą wyniósł w pierwszej połowie roku zaledwie 5 proc., co dało nam przedostatnie miejsce w całej Unii. Różnica wobec unijnej średniej jest ponadczterokrotna.
Chcesz częściej widzieć treści BNBN w Google?Dodaj nas do ulubionych źródełCo więcej, w czerwcu Polska była jednym z zaledwie dwóch krajów Unii, obok Irlandii, w których sprzedaż elektryków w ogóle spadła. Rejestracje obniżyły się o niemal jedną piątą, do nieco ponad 3 tys. aut, a więc rynek nie tylko nie nadgania, ale wręcz się cofnął.
Koniec dopłat i puste stacje ładowania
Powód tego regresu jest prosty i wskazuje na niego branża. Jak podkreśla Jakub Faryś, prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego, główną przyczyną spadku sprzedaży jest zakończenie rządowego programu dopłat. W momencie, gdy inne państwa kuszą kierowców tysiącami euro, w Polsce zniknął finansowy bodziec, który skłaniał do przesiadki.
Do tego dochodzi bariera, którą widać na co dzień, czyli sieć ładowarek. Na koniec czerwca w Polsce działało 13,2 tys. ogólnodostępnych punktów ładowania, co przy rosnącej flocie aut elektrycznych wciąż pozostaje liczbą skromną. Dopóki tankowanie prądu będzie mniej wygodne niż wizyta na stacji paliw, część kierowców pozostanie przy dotychczasowym napędzie.
