Formalnie spadające ceny truskawek to dobra wiadomość dla każdego, kto chce zrobić przetwory albo po prostu kupić owoce taniej. W praktyce za kolejnym tąpnięciem stawek stoi zjawisko, które eksperci określają wprost jako psucie rynku, a polscy plantatorzy zbliżają się do granicy opłacalności.
Szczyt sezonu i kolejna obniżka
Polski rynek truskawek wszedł właśnie w szczyt sezonu. Pierwsze krajowe owoce, najczęściej szklarniowe, trafiają do sprzedaży zwykle około kwietnia. Później dołączają do nich te z tuneli foliowych, a na przełomie maja i czerwca w sklepach i na straganach pojawiają się truskawki z gruntu.
Maciej Kmera, ekspert rynku hurtowego w Broniszach, w rozmowie z WP Finanse potwierdził, że truskawki w końcu dojrzały i zaczął się prawdziwy główny sezon. Na tym etapie naturalne są obniżki cen, ale tegoroczny trend budzi niepokój producentów. Po wcześniejszej „czerwcówce” doszło do kolejnego wyraźnego spadku stawek, który cieszy konsumentów, ale dla plantatorów oznacza coraz poważniejsze kłopoty.
Od 4 do 15 zł za kilogram. Tak różnią się ceny
Aktualne notowania pokazują dużą rozpiętość cen w zależności od rynku i pochodzenia owoców. 8 czerwca na rynku w Broniszach polskie truskawki kosztowały od 5,50 do 9 zł za kilogram, przy średniej około 7,50 zł. Za owoce z importu w hurcie płacono od 4 do 5 zł za kilogram.
Inaczej wyglądały stawki na pozostałych rynkach. Na Giełdzie Kaliskiej krajowe owoce kosztowały 12,50 zł za kilogram, a importowane 11 zł. Na łódzkim rynku Zjazdowa truskawki z Grecji można było kupić za około 12 do 15 zł za kilogram, a polskie za 5 do 10 zł. Wrocławski Targpiast notował ceny na poziomie od 7,50 do 12 zł za kilogram.
Skalę spadku najlepiej oddaje porównanie z poprzednim okresem. Przed „czerwcówką” za truskawki w hurcie płaciło się około 8 do 14 zł za kilogram, i to już po wcześniejszym, gwałtownym spadku cen o 50 proc. Mamy więc do czynienia z kolejnym tąpnięciem stawek w krótkim czasie.
Granica opłacalności coraz bliżej
Dla producentów te obniżki to znacznie więcej niż statystyka. Maciej Kmera wskazuje, że obecne ceny są dla producentów niepokojące, a przedział od 6 do 8 zł za kilogram stanowi granicę, poniżej której zaczynają się dla nich realne kłopoty. Koszty produkcji są wysokie, a do tego dochodzi konieczność opłacenia pracowników.
Tu pojawia się kolejny problem branży, czyli brak rąk do pracy. Chętnych do zbierania truskawek jest coraz mniej, a to dodatkowo podnosi koszty po stronie plantatorów. Z tego powodu wielu z nich decyduje się dziś na samozbiory, w ramach których klienci sami przyjeżdżają na plantację, zbierają owoce i płacą za nie zwykle mniej niż w sklepie. To sposób na ograniczenie kosztów pracy i jednocześnie na sprzedaż owoców, które inaczej mogłyby się zmarnować.
Greckie truskawki sprzedawane poniżej kosztów zakupu
Sednem problemu, na który wskazują eksperci, jest jednak import. Co roku wczesną wiosną w sklepach pojawiają się owoce z zagranicy. Później, w miarę dojrzewania polskich truskawek, krajowe owoce stopniowo wypierają te zagraniczne, a importowane tanieją. Przed długim czerwcowym weekendem importerzy oferowali je za około 9 do 10 zł za kilogram. Do Polski napłynęła jednak kolejna duża partia zagranicznych owoców.
Jak relacjonuje Maciej Kmera, w długi weekend importerzy sprowadzili jeszcze kilka ciężarówek greckich truskawek. Nie przewidzieli, że polska truskawka dojrzeje, więc grecką sprzedają teraz poniżej kosztów zakupu, po 4 do 5 zł za kilogram. Ekspert mówi wprost, że importerzy dokładają do interesu i psują rynek, wprowadzając niepotrzebne zamieszanie. To zaś uderza bezpośrednio w polskich plantatorów, bo zaniżone ceny owoców z importu ciągną w dół całe notowania.
Skala greckiego importu robi wrażenie. Sektor truskawek w Grecji notuje dynamiczny wzrost, a do początku maja 2026 r. do Polski napłynęło ich o 43,3 proc. więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, czyli 25,38 tony. Już w marcu, przed oficjalnym rozpoczęciem sezonu, importowane truskawki na Broniszach kosztowały zaledwie 15 zł za kilogram, co stanowiło objaw nadpodaży.
Pogoda jak miecz obosieczny
Drugim czynnikiem wpływającym na rynek jest pogoda, która działa w dwie strony. Tegoroczny sezon był trudny, bo kwietniowe przymrozki spowodowały straty u części rolników, choć akurat truskawki ucierpiały mniej niż na przykład czereśnie.
Tomasz Wiatrak, plantator z Wełtynia pod Gryfinem, w rozmowie z RMF24 tłumaczył, że na jego plantacji nie było zimą pokrywy śnieżnej, a przymrozki sięgały minus 20 stopni. Jedna z trzech uprawianych przez niego odmian przymarzła, ale dwie pozostałe przetrwały. Kluczowe okazało się to, że kwietniowe przymrozki przyszły przed kwitnieniem, więc nie zaszkodziły owocom.
Większe ryzyko niesie czerwcowa pogoda. Prognozowane deszcze i burze martwią część plantatorów. Jak obrazowo ujął to Tomasz Wiatrak, można zaplanować zbiór 20 ton, a po nadejściu deszczy zebrać zaledwie 5 ton. O wiele rzeczy w uprawie można zadbać, czyli podlewać, plewić, wyrywać chwasty, ale na załamanie pogody nie ma się wpływu. Ulewne deszcze podczas dojrzewania mogą prowadzić do pleśnienia owoców, choć w fazie kwitnienia truskawki potrzebują dużo wody.
Paradoksalnie to właśnie deszcze mogą pomóc utrzymać ceny na opłacalnym dla rolników poziomie. Maciej Kmera wskazuje, że jeśli słoneczna pogoda się utrzyma, na rynek trafią kolejne partie owoców, co może wywołać następne obniżki. Ochłodzenie i opady mogą zaś spowolnić dojrzewanie i sprawić, że truskawki nie wysypią się nagle na rynek, a cena nie będzie dalej dołować.
Polska traci pozycję w uprawie truskawek
Cała sytuacja nakłada się na długoterminowy trend, w którym Polska, mimo że wciąż pozostaje jednym z liderów w uprawie truskawek, stopniowo zmniejsza zbiory. W 2024 r. zbiory truskawek w Polsce wyniosły 159 tys. ton i były o 12 proc. niższe niż rok wcześniej, gdy sięgnęły 180 tys. ton. W 2025 r. produkcja spadła dalej, do około 150 do 151 tys. ton.
Witold Boguta, prezes Krajowego Związku Grup Producentów Owoców i Warzyw, w rozmowie z WP Finanse wiąże ten spadek z kurczącym się areałem upraw gruntowych. Liczba krajowych plantacji maleje, a do zakładów przetwórczych trafia coraz mniej polskich truskawek. Według prezesa to efekt rosnącego wolumenu importu mrożonych truskawek z Egiptu, który wypiera krajowy surowiec z przetwórstwa. Innymi słowy, presja na polskich plantatorów płynie dziś z dwóch kierunków jednocześnie, czyli ze strony świeżych owoców z Grecji i mrożonych z Egiptu.
