Kierowca ciężarówki wożący towar do centrów dystrybucyjnych Biedronki, który chciał przejść do innego przewoźnika po lepszą stawkę, musiał najpierw zapytać o zgodę własnego szefa. Jeśli jej nie dostał, na kilka miesięcy obejmowała go blokada zatrudnienia. Tak według UOKiK działało porozumienie, za które urząd wymierzył właśnie jedne z najwyższych kar w swojej historii. Łączne sankcje dla uczestników zmowy przekroczyły 570 mln zł.
Zmowa działała wokół magazynów Biedronki
Jak pisze bankier.pl, porozumienie zawarli przewoźnicy obsługujący centra dystrybucyjne sieci. Firmy ustaliły, że nie będą podkupywać sobie kierowców, a pracownik chcący zmienić pracodawcę potrzebował zgody dotychczasowej firmy. W razie odmowy obowiązywała go kilkumiesięczna karencja, której długość zależała od centrum dystrybucyjnego. W zmowie uczestniczyło 29 firm transportowych, a kary objęły także 8 osób fizycznych zarządzających przedsiębiorstwami.
Chcesz częściej widzieć treści BNBN w Google?Dodaj nas do ulubionych źródeł
Zobacz również:
BIZNES · 14.09.2026Sinsay dolicza nową opłatę do zamówień online. Sieć tłumaczy, za co każe sobie płacićJeronimo Martins w roli organizatora
Najwyższa sankcja, 525 mln zł, przypadła spółce Jeronimo Martins Polska, właścicielowi Biedronki. Zdaniem UOKiK sieć nie była biernym świadkiem, lecz organizatorem porozumienia, bo egzekwowała uzgodnione warunki i pośredniczyła w wymianie informacji między przewoźnikami. „Pracownicy mają prawo szukać lepszej płacy i warunków pracy” podkreśla prezes UOKiK Tomasz Chróstny.
Jeden przewoźnik poszedł na współpracę z urzędem
Na łagodniejsze potraktowanie mogła liczyć firma Międzynarodowy i Krajowy Przewóz Towarów Kazimierz Olszański, która skorzystała z programu łagodzenia kar. Jej sankcję obniżono o połowę, do 166,6 tys. zł. Biedronka w reakcji na decyzję wyraziła zaniepokojenie działaniami urzędu i zwróciła uwagę, że rozstrzygnięcie zostało ogłoszone publicznie, zanim doręczono je spółce. Sieć podkreśla przy tym, że jest jednym z 30 uczestników postępowania.
