Przez lata zamykanie kolejnych europejskich rafinerii uchodziło za naturalny koszt zielonej transformacji. Wystarczył jednak rok drogich paliw i wojennego napięcia, by w Brukseli zmienił się ton. Na posiedzeniu ministrów energii w Luksemburgu polską inicjatywę utrzymania mocy przerobowych rafinerii poparło 12 państw Unii, w tym Niemcy i Francja, jak podaje wnp.pl.
Jeszcze przed spotkaniem apel do Komisji Europejskiej o strategię dla odpornego i konkurencyjnego sektora rafineryjnego wystosowały wspólnie Bułgaria, Czechy, Węgry, Słowacja i Włochy. W trakcie obrad do postulatów Polski dołączyły Niemcy, Francja, Rumunia, Belgia, Grecja, Portugalia i Holandia. Trzy największe gospodarki kontynentu, czyli Niemcy, Francja i Włochy, wezwały Komisję do przygotowania długoterminowej strategii na poziomie całej Unii.
Berlin mówi o realizmie, Paryż o wojsku
Symboliczna była zwłaszcza postawa Berlina. Zastępczyni ambasadora Niemiec Helen Winter potwierdziła, że dokument został podpisany przez Niemcy i pojawia się „w odpowiednim momencie”. Wskazała na niedobór mocy przerobowych rafinerii na świecie i oceniła, że sytuacja szybko się nie poprawi, dlatego Europa musi kierować się realizmem co do tempa transformacji i kosztów inwestycji. Niemiecki rząd pracuje nad własną strategią rafineryjną, którą ma przyjąć na początku 2027 r.
Ambasador Francji Cyril Piquemal wezwał z kolei do stworzenia przewidywalnych ram dla inwestycji w sektorze, rozbudowy infrastruktury magazynowej i dystrybucyjnej oraz zabezpieczenia zdolności do zaspokajania potrzeb wojskowych w sytuacjach nadzwyczajnych. Wątek militarny podnosił też polski wiceminister energii Wojciech Wrochna. „Zanim osiągniemy pełną elektryfikację, musimy zadbać o utrzymanie europejskich zdolności rafineryjnych” mówił, cytowany przez money.pl, przypominając o potrzebach armii, w tym o paliwie lotniczym dla wojska na wschodniej flance.
Zobacz również:
BIZNES · 30.10.2026Polski koncern ma więcej gazu, niż myślał. W tle odwiert sprzed niemal 20 latKomisarz: ten kryzys to dzwon alarmowy
Ton debaty zaostrzyła sama Komisja Europejska. Komisarz ds. energii Dan Jørgensen, odnosząc się do trwającego od około dwóch dekad trendu zamykania europejskich rafinerii, powiedział wprost: „Musimy przeciwdziałać temu trendowi. Ten kryzys to dzwon alarmowy”.
Chcesz częściej widzieć treści BNBN w Google?Dodaj nas do ulubionych źródeł
Jeszcze dalej poszedł komisarz ds. obrony Andrius Kubilius. Ostrzegł, że Europa musi przygotować się na skokowy wzrost krajowej produkcji paliw na potrzeby sił zbrojnych w razie konfliktu. Według nowego modelu sił NATO w ciągu pierwszych 10 dni potencjalnego konfliktu trzeba byłoby przerzucić 100 tys. żołnierzy, co gwałtownie zwiększyłoby zapotrzebowanie na paliwo. Kubilius zaapelował do europejskich rafinerii o utrzymanie konkurencyjności i wysokich mocy, a także o rozbudowę systemu rurociągów CEPS z czasów zimnej wojny i infrastruktury paliwowej na wschodniej flance.
Dla Polski to dyplomatyczny sukces z bardzo praktycznym podtekstem. Kraj utrzymuje duże moce rafineryjne w Płocku i Gdańsku, a wysokie ceny diesla, którego Europa nie jest w stanie wyprodukować u siebie w wystarczających ilościach, od miesięcy drenują kieszenie przewoźników i konsumentów. Jeśli za deklaracjami z Luksemburga pójdzie unijna strategia, rafinerie, które jeszcze niedawno wyceniano na zamknięcie, mogą zyskać status infrastruktury krytycznej z dostępem do wsparcia inwestycyjnego.
Polska zapowiada, że otworzy teraz rozmowy z państwami członkowskimi i Komisją o zabezpieczeniu zdolności rafineryjnych na czas transformacji. O realnych pieniądzach i regulacjach zdecydują kolejne miesiące, ale po czwartkowym posiedzeniu Warszawa nie stoi już w tej sprawie sama.
