Czy będzie krach na giełdzie? To pytanie wraca za każdym razem, gdy indeksy biją rekordy, a hossa napędzana sztuczną inteligencją trwa już czwarty rok. Jedni analitycy mówią o zdrowym rynku, inni ostrzegają przed bańką przypominającą dotcomy. Zebraliśmy aktualne prognozy największych banków i policzyliśmy, co musiałoby się wydarzyć, żeby rynek naprawdę runął.
Co dziś mówią prognozy dla S&P 500?
Najwięksi gracze z Wall Street wcale nie wieszczą katastrofy, choć różnią się skalą optymizmu. Jak zestawił serwis Strefa Inwestorów, Goldman Sachs i Morgan Stanley widzą indeks S&P 500 na koniec 2026 roku w okolicach 8000 punktów, a konsensus prognoz zebranych przez Bloomberga to około 7951 punktów. Najostrożniejszy jest Bank of America, którego strateżka Savita Subramanian wskazuje cel 7400 punktów, czyli poniżej obecnych poziomów.
| Instytucja | Prognoza dla S&P 500 na koniec 2026 |
|---|---|
| Goldman Sachs | 8000 pkt (8300 pkt w horyzoncie 12 miesięcy) |
| Morgan Stanley | 8000 pkt |
| Konsensus Bloomberga | ok. 7951 pkt |
| Bank of America | 7400 pkt (7800 pkt w horyzoncie 12 miesięcy) |
Dla porządku warto dodać, że krach to w języku rynków nagły spadek o ponad 20 procent, a zwykła korekta, czyli cofnięcie o około 10 procent, zdarza się na giełdach średnio co kilkanaście miesięcy i jest normalną częścią cyklu.
Dlaczego w ogóle mówi się o bańce AI?
Argumenty zwolenników tezy o bańce opierają się na koncentracji zysków. Według danych przytaczanych przez Strefę Inwestorów zaledwie pięć spółek związanych ze sztuczną inteligencją ma wygenerować 27 procent przyszłorocznych zysków całego indeksu, a producenci półprzewodników odpowiadają za ponad 60 procent wzrostu zysków. Gdy tak wąska grupa firm ciągnie cały rynek, każde potknięcie liderów odbija się na indeksach ze zdwojoną siłą. To właśnie hossa AI wywindowała też majątki najbogatszych ludzi świata, o czym pisaliśmy przy okazji pierwszego bilionera w historii.
Drugim czynnikiem ryzyka są rentowności obligacji. Dochodowość amerykańskich dziesięciolatek przebiła ostatnio na moment poziom 5 procent, a Ben Snider z Goldman Sachs wskazywał, że dopiero trwałe przekroczenie 5,05 procent mogłoby poważnie zaniepokoić inwestorów. Wysokie rentowności uderzają najmocniej właśnie w spółki wzrostowe, które dominują w obecnej hossie.
Chcesz częściej widzieć treści BNBN w Google?Dodaj nas do ulubionych źródeł
Zobacz również:
LUDZIE BIZNESU · 04.11.2026Kiedy Black Friday 2026? Data, Black Week i zasady promocjiJakie są szanse na krach według analityków?
Większość dużych instytucji obstawia scenariusz korekty, a nie załamania. Savita Subramanian z Bank of America wymienia pogarszającą się płynność, uporczywą inflację i możliwe podwyżki stóp przez Fed, ale nawet jej cel oznacza spadek o kilka procent, a nie krach. Mike Wilson z Morgan Stanley ostrzega, że dopiero nagły skok cen ropy mógłby wywołać szerszą wyprzedaż, traktuje to jednak jako scenariusz warunkowy. Z kolei JPMorgan, cytowany w tym samym zestawieniu, ocenia, że obecne cofnięcia to korekta, a nie koniec hossy AI.
Po stronie uspokajającej padają też argumenty historyczne. Akcje tracą średnio około 2 procent w ciągu trzech miesięcy po pierwszej podwyżce stóp, ale w kolejnym roku zyskują przeciętnie ponad 9 procent. Problem w tym, że żadna z tych statystyk nie obejmuje sytuacji, w której wzrost zysków spółek ma zwolnić z około 35 do nieco ponad 15 procent, a tak wyglądają prognozy na przyszły rok.
Co to oznacza dla zwykłego inwestora?
Uczciwa odpowiedź brzmi tak, że nikt nie potrafi przewidzieć krachu, a historia rynków pełna jest zarówno proroków zagłady, którzy mylili się latami, jak i hurraoptymistów zaskoczonych załamaniem. Prognozy banków to scenariusze, nie obietnice, i potrafią się zmieniać z kwartału na kwartał. Ten tekst ma charakter wyłącznie informacyjny i nie stanowi porady inwestycyjnej, a decyzje o oszczędnościach warto podejmować z uwzględnieniem własnej sytuacji, horyzontu i odporności na ryzyko, najlepiej po konsultacji z licencjonowanym doradcą.
