Co trzecia pralka i zmywarka sprzedawana w Unii Europejskiej wyjeżdża z polskiej fabryki, a mimo to branża, która przez dwie dekady była wizytówką krajowego przemysłu, kurczy się w oczach. Jak pisze money.pl, w ciągu ostatniego roku zamknięto 5 z 35 działających w Polsce fabryk AGD, a produkcja powędrowała głównie do Turcji i Rumunii.
Jedna fabryka, cztery tysiące miejsc pracy
Skala pojedynczego zamknięcia jest większa, niż sugerują komunikaty o zwolnieniach grupowych. Przeciętna fabryka AGD zatrudnia około 1000 osób i musi wytwarzać co najmniej milion sztuk sprzętu rocznie, żeby utrzymać rentowność. Gdy znika, pracę traci dodatkowo trzy razy tyle osób w łańcuchu dostaw, przede wszystkim w małych i średnich firmach dostarczających polimery, stal, komponenty i usługi. Efekt domina uderza więc w miejscowości, w których nikt nigdy nie widział logo producenta na bramie zakładu.
W samych fabrykach pracuje dziś około 26 tys. osób, a w całym przemyśle AGD 32 tys. Licząc z produkcją komponentów, elektroniką, serwisem, logistyką, recyklingiem i handlem, branża daje utrzymanie około 100 tys. ludzi. Według danych APPLiA przywoływanych przez Newserię Biznes jeszcze trzy lata temu sam sektor produkcyjny zatrudniał około 35,5 tys. osób, a produkcja w 2025 r. spadła o 4 proc. rok do roku.
| Polski przemysł AGD | Dane |
|---|---|
| Fabryki zamknięte w ciągu roku | 5 z 35 |
| Zatrudnienie w fabrykach | ok. 26 tys. osób |
| Cały łańcuch wartości | ok. 100 tys. osób |
| Udział w unijnej produkcji dużego AGD | ok. 40 proc. |
| Udział w produkcji pralek, suszarek i zmywarek w UE | ok. 60 proc. |
| Zmiana produkcji w 2025 r. | minus 4 proc. rok do roku |
Źródło: money.pl, APPLiA za Newseria Biznes
Chiny grają według innych reguł
Prezes APPLiA Polska Wojciech Konecki nie ma wątpliwości, skąd bierze się presja. Masowy import z Chin oraz rosnąca konkurencja fabryk w Turcji, Serbii czy Korei zderzają się z europejskimi kosztami energii, cłami na surowce i rachunkiem za politykę klimatyczną, w tym systemem ETS. Konkurencja jest ogromna i sprawna, ale przede wszystkim nie podlega równym regułom biznesowym, mówi Konecki w rozmowie z money.pl i dodaje wprost, że bez wsparcia branża sobie nie poradzi.
Problem koncentruje się w kilku regionach, które przez lata żyły z AGD: wokół Łodzi, Radomia, na Śląsku i we Wronkach, gdzie działają fabryki Amiki i Samsunga. To tam efekt domina byłby najbardziej dotkliwy, bo lokalni poddostawcy często pracują dla jednego dużego odbiorcy.
Zobacz również:
BIZNES · 26.09.2026Modivo odpisuje 660 mln zł po nietrafionej ekspansji. Worldbox ma ratować sam Dariusz MiłekEksportowa duma z coraz krótszym oddechem
Pozycja polskiego AGD budowana była na prostym modelu: zachodni koncern przenosił produkcję nad Wisłę, a stąd gotowe pralki i zmywarki jechały do sklepów w całej Europie. Ten model wymaga jednak, by koszty pracy i energii w Polsce pozostawały konkurencyjne wobec alternatywnych lokalizacji. Tymczasem to właśnie rachunki za prąd i składniki polityki klimatycznej producenci wymieniają dziś jako pozycje, które najmocniej różnią fabrykę w Polsce od zakładu w Turcji czy Serbii.
Chcesz częściej widzieć treści BNBN w Google?Dodaj nas do ulubionych źródeł
Do tego dochodzi zmiana po stronie popytu. Konsumenci w Europie kupują sprzęt rzadziej i częściej wybierają najtańsze modele, w czym azjatyccy producenci czują się najlepiej. Branża alarmuje, że jeśli obecne tempo zamknięć się utrzyma, kolejne decyzje koncernów o lokowaniu nowych linii produkcyjnych będą zapadać poza Polską, a odbudowa raz utraconych kompetencji przemysłowych zajmuje dekady.
Branża chce CBAM na pralki
Producenci nie proszą wyłącznie o pieniądze. Postulują, by unijny graniczny podatek węglowy CBAM, który dziś obejmuje surowce takie jak stal czy aluminium, rozszerzyć na gotowe produkty AGD. Bez tego europejski producent płaci za emisje na każdym etapie, a azjatycki konkurent wwozi gotową pralkę bez porównywalnych obciążeń. Drugim postulatem jest uznanie AGD za przemysł strategiczny, co otworzyłoby drogę do instrumentów wsparcia zarezerwowanych dziś dla energetyki czy zbrojeniówki.
Konecki przekonuje, że chodzi o wyrównanie zasad, a nie o protekcjonizm. Producenci spoza Unii nie ponoszą kosztów emisji, które europejskie fabryki płacą na każdym etapie produkcji, więc ta sama pralka wyprodukowana w Azji ma strukturalnie niższy koszt niezależnie od wydajności zakładu. Bez korekty reguł gry przewaga ta będzie rosła wraz z zaostrzaniem unijnych celów klimatycznych.
Stawką jest pozycja, którą Polska budowała od wejścia do Unii: około 40 proc. całej unijnej produkcji dużego sprzętu gospodarstwa domowego. Branża ostrzega, że bez zmiany reguł gry w ciągu kilku lat kraj może stracić fotel europejskiego lidera, a wraz z nim jeden z niewielu sektorów, w których polskie zakłady obsługują cały kontynent.
