Ponad 300 tys. osób musiało uciekać przed ogniem, a w samej Francji ewakuowano około 250 tys. ludzi. Płonące lasy na południu Europy oglądają dziś w telewizji tysiące Polaków, którzy za kilka dni mieli wsiąść do samolotu w tamtym kierunku. W ich głowach pojawia się jedno pytanie, które nie ma nic wspólnego z pogodą: czy da się odwołać wyjazd i odzyskać wpłacone pieniądze.
Odpowiedź brzmi: to zależy, i to od jednego szczegółu. Jak wynika z materiału opracowanego przez Kaspra Starużyka na Forsal.pl, prawo staje po stronie turysty tylko wtedy, gdy zagrożenie dotyczy dokładnie tego miejsca, do którego się wybiera.
Jeden przepis, który decyduje o zwrocie
Podstawą jest art. 47 ust. 4 ustawy o imprezach turystycznych i powiązanych usługach turystycznych. Zgodnie z nim podróżny może bezkosztowo odstąpić od umowy, jeśli w miejscu docelowym lub jego najbliższym sąsiedztwie wystąpiły nadzwyczajne okoliczności, które w istotny sposób wpływają na realizację wyjazdu. W takiej sytuacji biuro musi oddać całość wpłaconych pieniędzy.
Jak wyjaśnia Katarzyna Turosieńska, rzeczniczka Polskiej Izby Turystyki, w takich warunkach turysta ma prawo odstąpić od umowy z biurem podróży bez ponoszenia kosztów rezygnacji. Kluczowe jest jednak słowo „docelowym”, bo to ono przesądza, komu zwrot się należy, a komu nie.
Pożar w kraju to za mało, liczy się kilometr
Najczęstszym nieporozumieniem jest przekonanie, że skoro w danym państwie płoną lasy, to każdy wyjazd tam można odwołać za darmo. Tymczasem, jak podkreśla Natalia Podrez z TUI Poland, ekstremalne zjawiska pogodowe mają najczęściej charakter lokalny. Ogień może trawić jeden region, podczas gdy kilkaset kilometrów dalej sezon turystyczny trwa bez zakłóceń.
Doskonale obrazuje to przykład podany przez Ewę Maruszak z biura podróży Itaka. Przepisy o bezkosztowej rezygnacji miałyby zastosowanie, gdyby klient w najbliższych dniach wybierał się w okolice francuskiego Bordeaux. Jeśli jednak jego celem jest Paryż, gdzie zagrożenia nie ma, biuro ma pełne prawo przyjąć rezygnację z potrąceniem kosztów. Ten sam kraj, dwa różne kierunki i dwa całkowicie różne uprawnienia turysty.
| Kraj | Rejony dotknięte ogniem |
|---|---|
| Francja | Żyronda, Zatoka Arcachon, region Landes, okolice Bordeaux |
| Hiszpania | prowincja Ávila, region Madrytu, Castellón w Walencji |
| Portugalia | dystrykt Guarda, gmina Bragança przy granicy z Hiszpanią |
Zobacz również:
FINANSE · 28.07.2026Ceny nad polskim morzem zwalają z nóg, ale Jurata już przesadziła. Koszt zwykłej bułki przerażaGdy ogień zaskoczy już na miejscu
Inaczej wygląda sytuacja turysty, który zdążył dolecieć na wakacje, a żywioł nadszedł dopiero w trakcie pobytu. Wtedy ciężar odpowiedzialności przenosi się na organizatora, który nie może zostawić klienta samemu sobie. Biuro ma obowiązek zaproponować odpowiednie rozwiązanie, na przykład zmianę hotelu albo modyfikację programu wycieczki.
Chcesz częściej widzieć treści BNBN w Google?Dodaj nas do ulubionych źródełJeśli powrót do kraju się opóźni, koszty niezbędnego zakwaterowania obciążają organizatora, co do zasady maksymalnie za trzy noclegi, chyba że odrębne przepisy przewidują dłuższy okres. Do tego dochodzi obowiązek pomocy w zorganizowaniu powrotu. Turysta uwięziony przez pożar nie zostaje więc sam z rachunkiem za dodatkowy hotel i bilet powrotny.
Zanim odwołasz wyjazd, sprawdź komunikaty
Przed podjęciem decyzji o rezygnacji warto powstrzymać się od emocji i sięgnąć po oficjalne informacje. Podstawą są komunikaty samego organizatora, który zna sytuację w konkretnym kurorcie, oraz ostrzeżenia polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych dotyczące danego regionu.
To właśnie zestawienie miejsca docelowego z realnym zasięgiem zagrożenia rozstrzyga, czy rezygnacja będzie bezkosztowa, czy skończy się potrąceniem. Turysta, który działa na podstawie faktów, a nie telewizyjnych obrazów ognia, ma najmocniejszą pozycję w rozmowie z biurem podróży.
