Ponad dwa i pół roku po tym, jak unijny akt o usługach cyfrowych zaczął obowiązywać w całej Wspólnocie, Polska domyka wreszcie jego wdrożenie. Sejm przyjął w czwartek 9 z 10 senackich poprawek do nowelizacji wdrażającej przepisy DSA, odrzucając jedynie poprawkę redakcyjną, informuje money.pl. Teraz wszystko w rękach prezydenta Karola Nawrockiego, który poprzednią wersję ustawy zawetował.
Sąd nakaże, platforma zablokuje
Nowe przepisy dają sądom i uprawnionym organom możliwość nakazania dostawcom usług internetowych zablokowania nielegalnych treści. Chodzi m.in. o oszustwa internetowe, kradzież tożsamości, handel ludźmi, propagowanie ustrojów totalitarnych, sprzedaż podróbek i nielegalny obrót towarami. W pilnych przypadkach decyzje będą mogły otrzymać rygor natychmiastowej wykonalności, a o szybkie blokowanie, w tym treści przedstawiających seksualne wykorzystywanie dzieci, będą mogły wnioskować prokuratura, policja, KAS i Straż Graniczna.
Ustawa przewiduje też zabezpieczenia dla użytkowników. Osoba, której treści zablokowano niesłusznie, będzie mogła domagać się przywrócenia dostępu, najpierw przez wewnętrzny system zgłoszeń platformy. Od nakazów blokady przysługuje odwołanie do sądu powszechnego, który zbada, czy treść rzeczywiście narusza prawo, a decyzje co do zasady nie będą wykonywane automatycznie przed rozpatrzeniem sprzeciwu. Rejestr stron służących do rozpowszechniania nielegalnych treści poprowadzi prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej, który zgodnie z podpisaną we wrześniu odrębną nowelizacją obejmie rolę koordynatora usług cyfrowych.
Zobacz również:
TECHNOLOGIE · 23.10.2026Wall Street przestraszyła się rachunków za AI. Najgorsza sesja Nasdaqa od miesięcySenat skrócił terminy, prezydent ma 21 dni
Przyjęte poprawki Senatu skracają termin usuwania nielegalnych treści, nadają rygor natychmiastowej wykonalności decyzjom dotyczącym m.in. nawoływania do samobójstwa lub zabójstwa oraz skracają vacatio legis. Ustawa wejdzie w życie 3 miesiące po publikacji. Odpowiedzialne za przepisy Ministerstwo Cyfryzacji, kierowane przez Krzysztofa Gawkowskiego, przekonuje, że bez nich Polska pozostaje bezbronna wobec patologii w sieci, którymi unijne rozporządzenie każe się zająć.
Chcesz częściej widzieć treści BNBN w Google?Dodaj nas do ulubionych źródeł
Najpoważniejszą niewiadomą pozostaje podpis prezydenta, który na decyzję ma 21 dni. Karol Nawrocki odrzucił poprzednią wersję ustawy w styczniu, oceniając, że w praktyce oznacza ona „administracyjną cenzurę”, a ograniczanie wolności słowa jest niezgodne z konstytucją. Obecna wersja rozszerza rolę sądów w procedurze blokowania, co ma odpowiadać na te zarzuty, ale czy przekona to głowę państwa, dowiemy się najpóźniej w połowie listopada.
Bruksela odlicza, kary wiszą w powietrzu
Stawką jest nie tylko porządek w polskim internecie. Akt o usługach cyfrowych obowiązuje w całej Unii od 17 lutego 2024 roku, a Polska z wdrożeniem przepisów krajowych spóźnia się już ponad dwa lata, pozostając jednym z ostatnich państw bez kompletnych regulacji. Dalsza zwłoka grozi wysokimi karami finansowymi orzekanymi przez Trybunał Sprawiedliwości UE, o czym przypomina resort cyfryzacji.
Dla samych platform, od globalnych serwisów społecznościowych po polskie serwisy ogłoszeniowe, ustawa oznacza konieczność przygotowania procedur reagowania na nakazy blokad i rozpatrywania odwołań użytkowników. Dla przedsiębiorców i konsumentów to z kolei obietnica szybszego usuwania fałszywych sklepów, oszukańczych reklam i podróbek, które dziś potrafią krążyć w sieci tygodniami mimo zgłoszeń. Czy system zadziała, zależy od tego, jak sprawnie rolę koordynatora obejmie UKE.
