Rachunek za rewolucję sztucznej inteligencji rośnie szybciej niż przychody, które miały go pokryć, i coraz więcej poważnych instytucji mówi o tym głośno. Jak relacjonuje bankier.pl za PAP, dziennik New York Times ostrzegł w piątek, że w sektorze AI widać symptomy charakterystyczne dla nadchodzącego kryzysu finansowego. „Zapalają się lampki alarmowe”, przyznaje cytowany przez gazetę Samuel Hanson, ekonomista Harvard Business School.
Kreatywna księgowość jak przed krachem
Najpoważniejszy zarzut dotyczy sposobu finansowania gigantycznych inwestycji. Według NYT „kreatywna księgowość” firm z sektora AI zaczyna przypominać zawiłe struktury finansowe, które doprowadziły do kryzysu kredytów hipotecznych. Spółki przenoszą zobowiązania do wehikułów specjalnego przeznaczenia, a dług narasta w miejscach, których inwestorzy nie widzą w bilansach. Do chóru ostrzegających dołączył Międzynarodowy Fundusz Walutowy, który w swoim raporcie ocenił, że rosnące zadłużenie w ekosystemie AI może doprowadzić do globalnej korekty. Część ekspertów uważa wręcz, że obecna sytuacja jest bardziej niepokojąca niż ta tuż przed krachem z 2008 roku.
Rynek pokazał już, jak nerwowo reaguje na takie sygnały. Po publikacji raportu MFW akcje CoreWeave, amerykańskiego operatora centrów danych, spadły niemal o połowę. W czwartek obawy o rentowność wydatków na AI wywołały najgorszą od miesięcy sesję na Nasdaq, o czym pisaliśmy na bnbn.pl.
Zobacz również:
TECHNOLOGIE · 23.10.2026Wall Street przestraszyła się rachunków za AI. Najgorsza sesja Nasdaqa od miesięcyBrakuje 5 bilionów dolarów
Skala liczb, którymi operuje branża, wymyka się historycznym porównaniom. Według wyliczeń Columbia Business School przytaczanych przez NYT roczne inwestycje w centra danych, czipy i energię dla AI mogą sięgać 3,6 proc. amerykańskiego PKB. To więcej, niż Stany Zjednoczone wydawały w szczytowych momentach na budowę kolei, autostrad, elektryfikację czy telekomunikację w XIX i XX wieku.
Chcesz częściej widzieć treści BNBN w Google?Dodaj nas do ulubionych źródeł
Problem w tym, że przychody nie nadążają. Firma analityczna Gartner wyliczyła, że aby właściciele centrów danych odzyskali koszty budowy, obsłużyli finansowanie i osiągnęli 12 proc. zysku, musieliby do 2030 roku wygenerować przychody rzędu 8,5 bln dolarów. Tymczasem prognozy mówią o maksymalnie 3,6 bln dolarów, z czego blisko połowa przypadnie podmiotom, które same posiadają infrastrukturę. Luka sięga więc niemal 5 bln dolarów i ktoś będzie musiał ją pokryć: inwestorzy, kredytodawcy albo klienci usług AI.
Połowa indeksu wisi na jednej technologii
Dla zwykłych inwestorów, także polskich posiadaczy funduszy akcji amerykańskich i jednostek w PPK, kluczowa jest jeszcze jedna liczba. Akcje spółek związanych z AI odpowiadają już za blisko połowę wartości indeksu S&P 500. Eksperci od ryzyka cytowani przez NYT szacują, że krach w tym sektorze mógłby obniżyć notowania szerokiego rynku nawet o 40 proc. Oznacza to, że korekta w AI nie byłaby problemem garstki funduszy technologicznych, lecz uderzeniem w oszczędności emerytalne milionów ludzi po obu stronach Atlantyku.
Autorzy analiz zastrzegają przy tym, że scenariusz krachu nie wymaga spektakularnej porażki samej technologii. Wystarczy, że rozwój usług opartych na sztucznej inteligencji okaże się znacznie wolniejszy, niż zakładają dzisiejsze wyceny, a misternie skonstruowane finansowanie zacznie się sypać od najsłabszych ogniw. Historia z 2008 roku uczy, że rynek rzadko daje czas na uporządkowany odwrót.
